Czy placyk zabaw to niebezpieczeństwo?


DSC_4133
Koniec października. Gdzieniegdzie jeszcze widać resztki złotej polskiej jesieni i babiego lata. Ostatnie kilka dni było tak piękne, że gdyby mi ktoś powiedział, że to już prawie listopad, chyba bym nie uwierzyła.

Ciepło, słonecznie, pod stopami kolorowe liście, między którymi widzę nóżki swojej córeczki. Idziemy na placyk zabaw. To miejsce, które ma jakiś magiczny wpływ na nasze dziecko.

Każdą wizytę na placyku zaczynamy od huśtawki. Im wyżej do góry, tym lepiej. Mała śmieje się i radośnie oznajmia „fuuuuuu” czyli „fruuu”. Chyba chciałaby być ptakiem 🙂

Na huśtawce obok dziewczynka – ok. 3-letnia, mama huśta ją delikatnie, z wychyleniem huśtawki może na 20 cm w jedną i drugą stronę. Patrzymy szeroko otwartymi oczami na różnice między naszą huśtawką (nazwijmy ją huśtawką A) a tą obok (huśtawką B).

Na huśtawce A nasze 17- miesięczne dziecko radośnie „fruwa” w powietrzu, cieszy się, odchyla głowę, puszcza rączki, bije brawo. Aż się człowiekowi buzia rozpromienia, gdy widzi to szczęście bijące od własnego dziecka.

Na huśtawce B 3- letnia dziewczynka cały czas patrzy na mamę, siedzi z poważną miną, trzyma kurczowo huśtawki. Radości nie widać ani po niej, ani po jej mamie.

Po cichu między sobą zastanawiamy się na ile wpłynie to na dziecko z huśtawki B. Czy aż taka asekuracja nie spowoduje u dziecka lęku? Czy nie zabierze dziecku zwyczajnej radości z życia?

Nie komentujemy głośno, każdy ma prawo, by wychowywać dziecko po swojemu, ale co myślimy, to myślimy, tym bardziej, że oboje nadal lubimy sami się huśtać 🙂

Kolejny stały punkt naszego placykowego programu to piaskownica. Tutaj jest tak fajnie, że córeczka nawet nie zwraca uwagi czy jesteśmy obok czy nie. Zawsze znajdzie grabki, łopatkę, foremki, sitko i po prostu się nimi bawi. Etap jedzenia piasku już za nami, może dzięki wakacjom spędzonym nad morzem, kiedy to arbuz czy banan smakowały najlepiej z panierką „plażową”.

DSC_3468

Nigdy nie pomyślałabym jednak, że tego piasku można się bać. A tu okazuje się, że… można.

Do piaskownicy podchodzi tata z 14 – miesięczną dziewczynką, maluch uśmiecha się i pokazuje, że chce tam wejść. Tatuś zabrania, mamusia z oddali mówi, że „nie, nie, tam nie można, bo się naje piasku”… Zabrakło nam słów. Rozumiem doskonale, że żaden rodzic nie chce, by jego pociecha zjadła kilo piasku zamiast obiadku czy kolacji, ale… zabraniać dziecku wejść do piaskownicy?! Znów pomyśleliśmy o tej radości z zabawy, odbieranej przez rodziców dziecku.

Kiedy ma być odpowiednia pora na huśtawki, zjeżdżalnię, piaskownicę? Kiedy pozwolić dziecku po prostu się bawić?

W naszej ocenie tak szybko, jak tylko dziecko będzie miało na to chęć 🙂 Oczywiście nie oznacza to, że mamy zostawić malucha samego sobie i pozwolić mu na wszystko, ale jeżeli zabawa jest bezpieczna i nie grozi niczym więcej poza pobrudzonym ubrankiem czy rękami albo buzią, czemu by nie? Zgodzicie się ze mną? 🙂