Dziecko a nieznajomi

Mam taki rodzicielski dylemat w pewnej kwestii dotyczącej wychowania dziecka. I myślę, że nie jestem w tym odosobniona… Chodzi o podejście do ludzi… Jak wychować dziecko tak, by było otwarte na świat, przyjazne dla ludzi i darzące innych zaufaniem, a równocześnie zwyczajnie było ostrożne w kontaktach z innymi przedstawicielami gatunku homo sapiens?

Moja córeczka to typ dziecka, które uśmiecha się do większości ludzi, zaczepia ich wzrokiem, słowem, a czasem nawet rączkami 🙂 I to jest naprawdę urocze, widzieć ją, gdy się wdzięczy, a duża część świata odpowiada jej uśmiechem albo miłym komentarzem. Ale… pojawia się duże „ale”… Są ludzie, którzy uważają, że dziecko, które się do nich uśmiecha albo idzie w ich kierunku należy zachęcić, by wręcz wpadło im w ramiona albo podeszło i wzięło za ręce. Aż mi ciarki chodzą po plecach za każdym razem, gdy coś takiego widzę. Staram się tłumaczyć, że nie chcę uczyć dziecka, by podchodziło do każdego… Staram się tłumaczyć SPOKOJNIE, choć wszystko we mnie krzyczy. Udaje mi się zachować ten spokój do momentu, w którym słyszę „Ale to przecież normalne, co Pani w tym widzi dziwnego, dziecko będzie starsze, to samo będzie wiedziało” itp. itd. Normalnie krew się we mnie gotuje. Obca osoba będzie uczyć mnie jak mam wychowywać swoje dziecko… W dodatku nie widzi w tym niczego złego…

Kiedy mam w takim razie zacząć uczyć córeczkę, że są ludzie bliscy i ludzie obcy? Że nie każdy jest przyjazny, choć często wygląda na rzekomo życzliwego?

Przecież zwyczajnie… Boję się, że ktoś skrzywdzi moje dziecko, że nie daj co, gdzieś na jej drodze stanie jakiś pedofil czy inny typ, chcący zrobić jej krzywdę. Mam prawo się bać? Myślę, że mam. Jestem matką, a już sama świadomość tego generuje w umyśle dodatkowe lęki o dziecko. Jestem człowiekiem, który czasem słucha wiadomości i wyłapuje te o ludziach, którzy skrzywdzili dziecko. Niemało ich niestety 🙁

Nie sądzę, bym wpadła w obsesję lęku, ale te różne zachowania typu „chodź maluszku do mnie” to coś, nad czym ludzie powinni zwyczajnie się zastanowić nim wprowadzą w czyn.

A rodzic powinien reagować. Bo to jego dziecko. Nie Pani Zosi, Krysi czy Pana Antka. To na rodzica spada odpowiedzialność, to on później tuli, słucha i zastanawia się jak pomóc małej istotce, którą spotkało coś złego. I to może właśnie dlatego, że nie reagowaliśmy na „życzliwych” wyciągających ręce do maluszka.

Od kilku miesięcy po Internecie krąży filmik vlogera Joey Salads’a ( jest dostępny tutaj: link). Przeprowadził on eksperyment pokazujący w jaki sposób dzieci reagują na nieznajomych, pokazał, że obejrzeniu szczeniaczków nie oprze się praktycznie żadne dziecko. W mojej głowie pojawia się po raz kolejny myśl… może to dlatego, że nie reagujemy na zbytnie spoufalanie się obcych ludzi z naszym malutkim dzieckiem? Może to dlatego, że nie stawiamy granic innym ludziom? Przemilczamy problem, bo przecież co to szkodzi… Szkodzi… a przynajmniej może szkodzić. I to bardzo.

Kilka dni temu czekałam z córeczką na autobus na przystanku. Na ławeczce siedziała mama z kilkuletnią córeczką (cztero, może pięcioletnią), obok dosiadł się starszy pan. Dziecko było zmęczone, przytuliło się do mamy mówiąc, że nie jest grzeczna. Starszy pan odwrócił je w swoją stronę i mówi: „E, taka ładna dziewczynka, na pewno jesteś grzeczna”. Mama nie zareagowała. Dziecko wtuliło się w nią jeszcze mocniej.

Obok tej samej ławeczki bawiła się moja córeczka, tupała nóżkami po liściach, przyglądała się ławeczce. Starszy pan nagle chwyta ją za rękę i ciągnie ją, żeby sobie usiadła. Zareagowałam. Nie byłam spokojna. Nie byłam miła. Bo niestety, nie zawsze się da. A reagować trzeba. Pomijam już ten drobny fakt, że w świetle prawa takie zachowanie to naruszenie nietykalności cielesnej dziecka, naruszenie jego dóbr osobistych itd. itd. Zwyczajnie po ludzku: WTF? Co to ma być? ….

A jakie są Wasze przemyślenia i doświadczenia w tym temacie? …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *