Kto rozumie mowę niemowlaka?

dzieci

Nie znam rodzica, który nie czekałby z utęsknieniem na pierwsze dźwięki płynące z ust jego dziecka, na pierwsze słowa, na brzmienie „mama”, „tata”. Każde dziecko przygodę ze słowami rozpoczyna w innym momencie, a sama przygoda nigdy nie wygląda tak samo. Zawsze jednak to rodzice są tymi, którzy jako pierwsi rozumieją mowę niemowlaka.

Pierwszy krzyk

Na początku był… krzyk. Krzyk obwieszczający światu, że oto pojawił się jego nowy obywatel.

Płacz jako wołanie o zaspokojenie potrzeb dziecka

Później był płacz. Płacz o przytulenie, o ukojenie głodu, o zmianę pieluszki, o zainteresowanie, o ułożenie do snu. Ten płacz na samym początku miał jednakowe brzmienie dla wszystkich, którzy go usłyszeli. Stopniowo uczyliśmy się, że na płacz może składać się wiele dźwięków, a każdy z nich oznacza inną potrzebę naszej córeczki (choć w 90% przypadków zwyczajnie chodziło o to, by przystawić ją do piersi 🙂 )

Dla świata nadal był to ten sam płacz, dla nas już niekoniecznie. Powoli zaczynaliśmy rozumieć co nasze dziecko chce nam przekazać i choć był to proces długi i żmudny, nauczyliśmy się rozumieć tą swoistą „mowę” noworodka.

Wydawało mi się wtedy, że to najtrudniejszy etap w rozumieniu mowy dziecka i jego potrzeb. Oj, ja naiwna. Dalej wcale nie było łatwiej. Zaczęło się głużenie, kilka miesięcy później gaworzenie, a za nimi …

Pierwsze słowa dziecka

Po pierwszych sylabach – la, ta, ma, ba, da, pa – przychodzą pierwsze słowa – zlepki sylab: tata, mama, lala, baba, papa. Z ich zrozumieniem nie ma większego problemu. Zaczynają jednak pojawiać się także słowa, których teoretycznie w słowniku języka polskiego nie znajdziemy 🙂

U każdego dziecka są to inne wyrazy. U nas w słowniku mowy dziecięcej pojawiły się np. „ksienia” oznaczająca księżyc, „bama” oznaczająca balon czy „gunio”, które wbrew naszym skojarzeniom okazało się być… zwykłą gumką do włosów 🙂

Dziecko uczy się języka dorosłych próbując odtworzyć fonetyczne brzmienie poszczególnych słów. Te zniekształcone dla naszego ucha wyrazy to typowe neologizmy dziecięce, które rozumieją rodzice dziecka, a które dla osób nie spędzających z nim zbyt wiele czasu brzmią po prostu jak dziecięca paplanina. Ludzie często mawiają, że „dziecko mówi w swoim języku”. To prawda i nieprawda zarazem. Dziecko tworzy swój język, ale w oparciu o słowa i zdania, które słyszy od nas. To, że początkowo nie brzmią doskonale nie powinno nikogo dziwić, a jednak…

Przede wszystkim dziwi to samo dziecko, które brak właściwej reakcji rodziców na swoje słowa zwyczajnie… irytuje. Widać to po minie dziecka, po grymasach, słychać w głosie, który ni to dźwięczy płaczem, ni to krzykiem, a tak naprawdę po prostu złością.

Na szczęście stopniowo wyrazy wymawiane przez dziecko zaczynają one nabierać „kształtu” i brzmienia coraz bardziej przypominającego oryginalne słowa, aż w końcu dziecko zaczyna mówić całkiem albo i nawet bardzo wyraźnie.

Pierwsze zdania dziecka

Zazwyczaj jest tak, że słowa zaczynają dominować nad krzykiem i płaczem, coraz częściej łącząc się w zdania aż nastaje taki dzień, w którym słyszymy pierwsze pełne zdanie wypowiedziane przez nasze dziecko. Może zdarzyć się także tak, że dziecko początkowo nie mówiące zbyt wielu słów, zwyczajnie pewnego dnia zaczyna mówić zdaniami wprawiając tym swoich rodziców w wielkie zdumienie.

I wydawać by się mogło, że teraz już wszystko będzie jasne, że każde zdanie będzie dla nas zrozumiałe, że komunikacja z dzieckiem jest już na najwyższym możliwym poziomie.

A tu niespodzianka. Choć słowa są już na tyle poprawnie wymawiane, że nie ma szansy nie odgadnąć ich sensu, to logika dziecięcego umysłu nadal potrafi nas zaskoczyć.

Własne nazwy

Moja prawie 22 – miesięczna córeczka przeżywa ostatnio fascynację bajkami. Cóż, taki dzień musiał kiedyś nadejść. I wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że… każdej bajce nadaje własny tytuł.

W ten oto sposób: „Baranek Shaun” to „Pan z keczupem”, „Klinika dla pluszaków – Mumu” to „Smyczek z dziewczynką”, a „Wielka rodzina słoni” to nic innego jak „Słoń z dziadkiem”.

Stawiam 100:1, że nie będąc rodzicem nie odgadniesz jaką bajkę chciałoby oglądać nie Twoje dziecko, że nie wybierzesz sam właściwej książeczki z półki, często nie podasz odpowiedniej zabawki. Oczywiście nikogo nie skreślam, ale nasze doświadczenia mówią mi całkiem jednoznacznie, że konkretne dziecko (rzecz jasna, na całe szczęście tylko do pewnego wieku) są w stanie w pełni zrozumieć tylko jego rodzice. Przyczyna jest prosta: mama lub tata albo oboje rodzice mają to szczęście, by być z dzieckiem od początku jego życia i uczą się rozumienia płaczu, krzyku, gestów, a na koniec słów i zdań przez nie wymawianych dzień po dniu. Każdego dnia ma w związku z tym miejsce rozwijanie umiejętności nie tylko dziecka (komunikacja i mowa), ale i jego rodziców (rozumienie i komunikacja). 🙂

U nas z każdym dniem komunikacja córeczka – my jest coraz łatwiejsza, opowiadamy razem bajki, czytamy, śpiewamy, oglądamy i omawiamy bajki. Jeszcze nie słyszymy magicznego pytania „dlaczego?”, ale czuję, że to już całkiem niedługo 🙂

A jak było/ jest u Was? Chętnie poznam Wasze doświadczenia 🙂

Prawa do zdjęcia należą do: Ramon Gonzalez