Może nie znaczy musi

Choć „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”, to słowa były, są i zawsze będą ważne. Mają moc – czasem także sprawczą. Uczymy się ich od pierwszych dni życia /a może i wcześniej/, nasz język stopniowo wzbogaca coraz większa liczba wyrazów i pojęć. Poznajemy synonimy, homonimy, anagramy. Dowiadujemy się, że w wypracowaniu z języka polskiego nie wolno nam stosować powtórzeń, że zdania powinny być ładne, litery okrągłe, a słowa zamienne.

Czy naprawdę zawsze i wszędzie można stosować „zamienniki” pojęć?

Czy i dlaczego dobór odpowiednich wyrazów jest tak samo istotny dla rodzica, jak i dla prawnika? Dlaczego słowa „może” i „musi” wcale nie stanowią synonimów ani w relacji rodziców- dziecko, ani w jakichkolwiek stosunkach prawnych? Dlaczego są ze sobą mylone? Dlaczego tak wiele dzieci (i dorosłych, ale to nie jest tematem dzisiejszego posta) uważa,że mama musi,a tata da?

Co tak naprawdę musi, a co wyłącznie może rodzic?

Chcesz wiedzieć? Zostań chwilę dłużej 🙂

Zawsze lubiłam słowa. Układałam je w rymy,wiersze, opowiadania. Dużo czytałam i mówiłam. Nie zdawałam sobie jednak kompletnie sprawy z tego, jak ważne jest precyzyjny nazywanie pewnych rzeczy, pojęć, zdarzeń. 

Aż do pierwszego egzaminu na studiach. 

Wówczas dowiedziałam się,że prawo to nie jest żaden zbiór norm prawnych. Słowo zbiór może dotyczyć matematyki,ale nie prawa. Prawo to system norm.

To była dla mnie pierwsza lekcja pokory wobec słów, a na pewno pierwsza,którą zapamiętałam. 

Kolejne były już mniej bolesne,a świadomość,że może to nie musi była jedną z najbardziej logicznych konsekwencji zajęć z logiki 🙂

Dla człowieka,który obcuje z prawem (albo z bezprawiem) choćby od czasu do czasu oczywiste staje się,że:

„może” ma wydźwięk przypuszczenia, jest jedną z opcji, prawem do wyboru i cechuje się dobrowolnością,

zaś

„musi” oznacza konieczność – chcianą lub niechcianą, obowiązek, brak wyboru.

Prosty przykład. Art. 32. § 1 kodeksu pracy wskazuje, że „Każda ze stron może rozwiązać umowę o pracę za wypowiedzeniem.”. To oznacza, że zarówno pracownik, jak i pracodawca mają możliwość: Mogą pozostawać związani umową o pracę, ale mogą ją także rozwiązać. Jeżeli zdecydowaliby się na rozwiązanie umowy, mogą rozwiązać ją za wypowiedzeniem lub w inny sposób (np. za porozumieniem stron).

Gdyby zamienić słowo „może” na „musi”, otrzymalibyśmy przepis o treści: „Każda ze stron musi rozwiązać umowę o pracę za wypowiedzeniem”, który zabierałby pracownikowi i pracodawcy możliwość wyboru sposobu, w jaki chcą „się rozstać”, a zamiast tego wprowadzałby nakaz stosowania wypowiedzenia każdorazowo niezależnie od sytuacji, w jakiej się znaleźli.

Imperatyw „musi” wiązałby się też z pytaniem o czas – ważne byłoby przecież kiedy strona stosunku pracy musi rozwiązać umowę o pracę za wypowiedzeniem, a to musiałoby w jakiś sposób zostać określone w przepisach.

Bez dwóch zdań ( choć zapisałam ich już o kilka więcej) „może” i „musi” to dwa różne pojęcia. Traktowanie ich jako zamienników to błąd. Błąd, który może zaważyć na tym, jak będzie wyglądała Twoja relacja z Twoim dzieckiem.

Mary. W wieku lat 3 urocza łobuziara, która wie, że tatuś zrobi dla niej wszystko. Zasypywana prezentami, zabawkami, ubrankami. W wieku lat 23 dowiaduje się, że ojciec niewłaściwie zainwestował pieniądze i nie kupi jej nie tylko pałacyku, ale nawet i mieszkania.

Oburzenie. Rozczarowanie. Łzy. I złość. Jak to możliwe, przecież tata MUSI…

Jan. Oczko w głowie mamusi. Musiał mieć wszystko, co najlepsze, największe, najpiękniejsze. Mamusia przynosiła pracę do domu, spędzała nad dokumentami z firmy 14, a czasem i 16 godzin na dobę, byle tylko synek miał wszystko, o czym zamarzy. Miał. A ona gasła w oczach.

Gdy Jan skończył 20 lat, stan zdrowia mamy był już na tyle zły, że przestała mieć ona siłę na pracę. Przyznano jej rentę, ale co to były za śmieszne pieniądze. Jan widząc, że nic już nie będzie takie, jak kiedyś poczuł… Oburzenie. Rozczarowanie. Łzy. I złość. Jak to możliwe, przecież mama MUSI…

Aga. Do 18 – ego roku życia uczona przez mamę, że tatuś musi być z nimi za wszelką cenę, że musi być i ciężko pracować na utrzymanie domu. Chwilę po jej 18 – tce, ojciec zauważa, że wcale nic nie musi. Że może. Może odejść i po prostu żyć. Odchodzi.

Aga czuje… Oburzenie. Rozczarowanie. Łzy. I złość. Jak to możliwe, przecież tata MUSI…

To, co rodzic „musi” zostało określone w przepisach kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Ten „przymus” obejmuje:

  1. opiekę nad dzieckiem,

  2. wychowanie dziecka,

  3. troskę o fizyczny i duchowy rozwój dziecka,

  4. przygotowanie dziecka do samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie i pracy dla dobra tego społeczeństwa zgodnie z uzdolnieniami dziecka,

  5. opiekę nad majątkiem dziecka,

  6. szacunek dla godności i praw dziecka.

Żaden rodzic nie musi za wszelką cenę kupować swojemu dziecku najnowszych ubrań, stosu zabawek, pałacu czy mieszkania. Żaden rodzic nie musi stawać na głowie, by jego dziecko odwiedziło każdą stronę świata. Żaden rodzic nie musi pracować 24 godziny na dobę, by jego dziecko chodziło do szkół prywatnych… itd. itp.

Jeżeli rodzic (rodzice) będzie chciał i mógł (tu w grę wchodzą zwyczajnie pieniądze), oczywiście może to zrobić. MOŻE. Nie musi.

Nie stanie się gorszą mamą ani gorszym tatą, jeżeli powie „nie”. Być może stanie się wręcz rodzicem lepszym, bo od pierwszych chwil nauczy swoje dzieci, że traktowanie słów „może” i „musi” to błąd, który może zaważyć na całym ich życiu.

Prawa do zdjęcia należą do: Stefan Keller