Nie zgodziłam się na cesarskie cięcie

Simona Balint1Być może jesteś teraz w tym miejscu, w którym ja byłam 2 lata temu. Być może czekasz na swoje maleństwo i zastanawiasz się nad tym, jaki będzie Twój poród. Być może właśnie decydujesz czy chcesz urodzić siłami natury, czy wybrać cesarskie cięcie. I nie mam tu na myśli wyboru dyktowanego stanem zdrowia Twoim czy dziecka, bo w takich przypadkach właściwie wyboru nie ma. Myślę nad tym, że wybór, mimo że powinien być Twój i tylko Twój (oczywiście przy braku przeciwskazań zdrowotnych) często jest wynikiem wygody lekarza. I jest to wybór opcji cięcia.

Przez całą ciążę starałam się jak najmniej słuchać i czytać na temat samego porodu. Wiedziałam czego chcę – porodu naturalnego w obecności taty dziecka. Wiedziałam, że trochę się boję, choć głośno powtarzałam innym i samej sobie, że tyle kobiet już urodziło dzieci i jakoś dało radę, więc i ja dam. Wiedziałam też, że mój lekarz co jakiś czas wspomina o możliwości cesarskiego cięcia. Cięcia, którego nie chciałam. Cięcia, na które koniec końców się nie zgodziłam.

Nie zgodziłam się? Ale jak to? To tak można? Można, a myślę, że czasem nawet i trzeba. Nie, nie namawiam Cię na zbuntowanie się przeciwko lekarzowi, namawiam tylko na myślenie i racjonalną ocenę sytuacji, w której będziecie Ty i Twoje dziecko.

Dlaczego? Ano dlatego, że za mną historia, w której mimo wielu prób namówienia mnie na cesarskie cięcie, urodziłam zdrową córeczkę siłami natury. Wbrew woli mojego lekarza :P.

Przez większą część ciąży miałam wysokie ciśnienie (tzw. nadciśnienie indukowane ciążą). Wszystkie wyniki były super, tylko to ciśnienie spędzało mi sen z powiek. Brałam leki, oczywiście, ale ciśnienie jak było, tak było. Weszłam w trzeci trymestr ciąży. Mój lekarz zaczynał przebąkiwać na temat cesarki. Najpierw mówił o tym, że nie wiadomo czy maluch się prawidłowo obróci (a wtedy oczywiście będzie cięcie), później, że będzie duże dziecko (a to znów kwalifikacja do cięcia), a wreszcie, że to nadciśnienie, a więc… tak, dobrze myślisz – cięcie.

Moja córeczka obróciła się prawidłowo, jej waga zgodnie ze wskazaniami USG wynosiła ok. 4 kg, a nadciśnienie – cóż tu ukrywać, dalej się utrzymywało. Jednak wizję cięcia odsuwałam od siebie daleko za horyzont.

3 tygodnie przed planowym terminem porodu pojechałam zrobić KTG na zlecenie lekarza. Nie wiem do dziś co poszło nie tak, ale od razu skierowano mnie na oddział ze wskazaniem, że w razie dalszych złych wskazań będzie cięcie. Wyniki przez cały dzień były ok, lekarzy dyżurnych nic nie niepokoiło. Wieczorem wypisałam się na własne żądanie.

Wróciłam 4 dni później, znów na KTG, znów na polecenie lekarza. Znów coś było nie tak, jak powinno być w zapisie. Położono mnie na patologii ciąży, a po tygodniu (czyli ok. tygodnia przed planowym terminem porodu) zaproponowano indukcję czyli wywołanie porodu. Pamiętam, że pytałam wtedy o skuteczność tego rozwiązania. Uzyskałam odpowiedź, że jest ok. 70% szansy na to, że dzięki temu dzidziuś przyjdzie na świat. Cóż, moja córeczka okazała się niechętna do współpracy. Po kilku godzinach braku postępu zaproponowano mi cesarskie cięcie. Mimo wątpliwości odmówiłam. Wypisałam się na własne żądanie. Wróciłam dwa tygodnie później. Urodziłam córeczkę tak, jak chciałam. Siłami natury. Z przepisowym tatą obok.

Wczoraj wieczorem trafiłam na artykuł o niepotrzebnych cesarskich cięciach. Jeżeli masz ochotę, zajrzyj tutaj: link – warto!

Ja już wiem, że z listy 11 niepotrzebnych przyczyn dla wykonania cesarskiego cięcia kolejno prezentowano mi prawie połowę (!).

Postanowiłam zestawić dla Was i dla samej siebie te różne wypowiedzi lekarza, które miały mnie skłonić do wyboru cesarskiego cięcia z tym, jak było faktycznie.

  1. Prawie do 34 – ego tygodnia ciąży nie było wiadomo czy moje dziecko obróci się główką w dół. Wciąż słyszałam, że im dalej, tym będzie mu trudniej. Cóż, obróciło się 🙂

  2. Moje dziecko miało być duże, USG przewidywało wagę w granicach 4 kg, a lekarz twierdził, że to waga plus minus 600 g – z naciskiem, że raczej plus 600 g. Córeczka ważyła 3,3 kg. Na USG faktycznie wystąpił więc błąd pomiaru, ale na minus.

  3. Miałam nadciśnienie ciążowe, które nie ustępowało mimo leków. Z tego, co czytam, przy takim nadciśnieniu poród naturalny może trwać ponad 24 godziny, dlatego często proponuje się od razu cesarkę. Od pierwszych skurczy do momentu narodzin mojej córeczki minęło niespełna 1,5 godziny.

  4. Indukcja porodu w 39 – tym tygodniu. Zgodziłam się na nią mając już po dziurki w nosie leżenia w szpitalu, wierząc, że zgodnie z zapewnieniami lekarzy powinno się udać. Nie udało się. Zaproponowano nam cesarskie cięcie. Wyszłam do domu i wróciłam dopiero po 2 tygodniach.

Dziś już wiem, że większość porodów indukowanych kończy się wykonaniem cesarskiego cięcia. Przypuszczam, że łączy się to z tym, że my – kobiety rzadko kiedy sprzeciwiamy się woli lekarza. A także z prostym faktem, że po indukcji porodu jesteś tak zmęczona, jakbyś przeszła przez prawie cały poród. Chcesz po prostu mieć to za sobą.

Dlaczego więc ja się nie zgodziłam na cesarkę?

Przede wszystkim dlatego, że wszystko we mnie buntowało się na myśl o takim rozwiązaniu. Dla mnie cesarskie cięcie to operacja. To ostateczna konieczność. To coś, na co nie zdecydowałabym się świadomie bez istnienia żadnych zagrożeń dla życia dziecka czy mojego.

Nie twierdzę, że matki, które urodziły dzieci przez cesarkę są gorsze. Nie twierdzę, że mają łatwiej. Nie, wręcz przeciwnie, współczuję im tego, że zaraz po porodzie nie mogą poczuć swojego dziecka na brzuszku, że trudniej im z walką o karmienie piersią, że rana po operacji długo się goi, a dzieckiem trzeba zająć się teraz zaraz już.

Chciałam tego uniknąć. Mimo wyczerpania indukcją porodu. Mimo stwierdzenia jednej z lekarek, że cesarka dałaby mi pewność, że z dzieckiem nic złego się nie stanie. Że nie wiadomo co może się zdarzyć do dnia porodu. Że taka decyzja to wielka odpowiedzialność. Mimo pytania czy jesteśmy w stanie taką odpowiedzialność udźwignąć.

Wahałam się. I być może uległabym presji, gdyby nie… mądry lekarz, który akurat wtedy miał dyżur. Stwierdził on najprostszą rzecz na świecie, a mianowicie, że… to jeszcze nie czas. Że choćbym leżała tak jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin, on nie widzi opcji, bym urodziła w ciągu najbliższych kilku dni.

Tuż po tym, jak ordynator oddziału położnictwa zaproponował mi wykonanie cesarskiego cięcia, poprosiłam tego lekarza o rozmowę w cztery oczy. Grzecznie powiedziałam, że jestem prawnikiem i rozumiem, że szpital woli się zabezpieczyć wyborem cesarskiego cięcia niż ewentualnym późniejszym oskarżeniem o nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka czy pozwem o odszkodowanie za nieudzielenie właściwej pomocy medycznej. I zapytałam czy życie dziecka lub moje jest zagrożone. Nie było.

Nie widziałam więc żadnego powodu, by się zgodzić na cesarskie cięcie. Uznaliśmy z przepisowym tatą, że damy dziecku czas, że pozwolimy na to, by córeczka miała jeszcze troszkę „życia brzuszkowego”. Udało się 🙂 Urodziła się dwa tygodnie później – tak, jak sobie to wymarzyliśmy 🙂

Wiem, że są różne sytuacje, różne wskazania do wykonania cesarskiego cięcia. I rozumiem je. Chciałabym jednak, byśmy my – kobiety, matki – pamiętały, że nikt nie może nas do niczego zmusić, że na każdą interwencję medyczną musimy wyrazić zgodę. I że czasem warto zastanowić się nad propozycją lekarza, przeanalizować za i przeciw, a jeżeli to możliwe, skonsultować się z innym lekarzem, który być może rozwieje nasze wątpliwości i pomoże wybrać… wybrać właściwie.

Prawa do zdjęcia należą do: Simona Balint

11 thoughts on “Nie zgodziłam się na cesarskie cięcie

  • 18 lutego 2016 o 8:24 am
    Permalink

    Zgadzam się: cesarka to ostateczna ostateczność. To rzeczywiście operacja. Niby poród jest szybko-szybko, ale do siebie kobieta dochodzi strasznie długo… Już nie mówię o tym, że mimo rutynowości zabiegu cesarskiego cięcia, zawsze coś może pójść nie tak…;/
    Z drugiej strony rzadko która kobieta rodząca ma wiedzę ginekologa – komu więc ufać? Swojej niewiedzy (i przeczuciom) czy lekarzowi, który jednak jest lekarzem? Ja przy pierwszej ciąży nie miałam problemów żadnych. Poród przeszedł gładko i doszłam do siebie jeszcze w szpitalu. Przy tej ciąży mam problemy od początku: leżałam ponad połowę jej trwania.. źle się czuję i w ogóle mam mnóstwo innych dolegliwości, których uprzednio nie miałam. I tak, groziła mi cesarka, ale lekarz nie wspominał nic o niej. Ostatecznie zapytałam go czy muszę się na to nastawić psychicznie (czego nie robi się dla dziecka, co?) a on powiedział, że jeśli sytuacja się unormuje – nawet w ostatniej chwili – urodzę naturalnie. Myślę, że jeśli mamy jakieś wątpliwości, możemy się udać do innego lekarza na konsultacje. Nawet do kilku. I wtedy nie będziemy skazane na jedną opinię. Jeśli mamy prawo wybrać, wybierzmy mądrze a nie dlatego, że mamy „przeczucie”.

    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    • 18 lutego 2016 o 12:56 pm
      Permalink

      W pełni się zgadzam, wybierajmy mądrze 🙂 Przyznaję, że dla mnie (dla nas) decyzja, by jednak nie wykonywać cc, ale poczekać, była najtrudniejszą decyzją w życiu. Wiedzieliśmy, że to na nas ciąży odpowiedzialność za dziecko, a wiadomo – chcieliśmy dla niego jak najlepiej. Bez potwierdzenia przez innego lekarza niż mój lekarz prowadzący, że nie grozi nam nic złego, pewnie bym nie oponowała, tylko spróbowała przestawić głowę na cc, bo – jak słusznie zauważasz – czego się nie robi dla dziecka 🙂
      Najśmieszniejsze było to, że gdy już urodziłam córeczkę i miałam wychodzić ze szpitala, spotkałam położną, która była z nami wtedy przy nieudanej próbie wywołania porodu. Popatrzyła na nas i mówi: „Jak dobrze, że Pani się nie zgodziła. Nie było żadnego zagrożenia, ale nikt nie mógł Pani tego powiedzieć głośno”. Głośno może i nie, ale na szczęście ten jeden lekarz powiedział w cztery oczy 🙂
      Po tym wszystkim, przy całej dramaturgii, której chyba nie potrafię nawet do końca opisać, chciałabym, by więcej kobiet po prostu wiedziało, że ma wybór. Że może skonsultować się z innym lekarzem, dopytać, a przede wszystkim, że nikt nie może niczego zrobić wbrew ich woli.
      Fajnie, że Ty masz lekarza, który Cię wspiera, a nie stresuje 🙂 Mam nadzieję, że Twoje dolegliwości ciążowe miną albo choć złagodnieją na tyle, żeby było łatwiej, bo w to, że wszystko pójdzie ok nawet przez chwilę nie wątpię 🙂
      Pozdrawiam serdecznie 😉

      Odpowiedz
      • 18 lutego 2016 o 5:46 pm
        Permalink

        Nie ma nic gorszego niż „nie można tego powiedzieć głośno”. Rany, niech mi ktoś to napisze na kartce, a potem spali albo wyszepcze, ale żebym miała szansę wyboru! Cóż temu lekarzowi po tej cc?

        W moim środowisku z kolei krążą historie to tym, jak to lekarze nie chcą robić cc. Nawet jeśli naprawdę trzeba i jest zagrożenie rzeczywiste. Prawo wyboru tutaj działa w obie strony. Nawet teraz u siebie chciałam o tym napisać 🙂

        Dzięki za „kciuki”. To już za miesiąc, więc się przydadzą 🙂
        Pozdrawiam!:)

        Odpowiedz
        • 18 lutego 2016 o 7:20 pm
          Permalink

          To jest bardzo dobre pytanie: co temu lekarzowi po cc? Premia? Innej przyczyny jakoś nie mogę znaleźć.
          Ja też znam historie o lekarzach, którzy nie wykonali cc mimo, że zdecydowanie było ono potrzebne albo tak długo zwlekali, że kobiety mdlały i leciały im przez ręce 🙁 I masz rację, że prawo wyboru powinno być i działać w obie strony. A pisać trzeba jak najwięcej, żeby przyszłe mamy nie bały się dokonywać wyborów. Żeby pytały, żeby uzyskiwały odpowiedź – nawet szeptaną na ucho.
          Do nas na salę już po tym, jak zdecydowałam, że nie zgadzam się na cc, wpadła ekipa 4 pań, które właśnie przejmowały dyżur – lekarka, stażystki, położna – normalnie Drużyna A nam się skojarzyła. I pierwsze, co pani doktor mówi, to: „To Pani odmówiła cesarki?”. Myślę sobie: „Oho, będzie bura”, ale odpowiadam spokojnie: „Tak, to ja”. A ona na to… „I bardzo dobrze”. To też mnie utwierdziło w przekonaniu, że podejmuję słuszną decyzję.
          Ale ja bardzo dużo pytałam, rozmawiałam, nie bałam się, mimo że to był mój pierwszy poród. Dużo kobiet zwyczajnie się boi i ja to rozumiem, ale uważam, że w kwestii życia i zdrowia swojego i dziecka trzeba ten strach schować głęboko do kieszeni.

          Raz jeszcze powodzenia z Twoim maluszkiem 🙂 Czekam na Twój tekst o kobiecym prawie do wyboru, a sama chyba coś napiszę o prawach przyszłej mamy w szpitalu, bo jakoś mi się zdaje, że to też potrzebne.

          Pozdrawiam 🙂

          Odpowiedz
  • 19 lutego 2016 o 11:48 pm
    Permalink

    Od niespelna 26 dni jestem szczęśliwa mamusia pieknego synka. Razem z mezem przygotowywalismy sie do porodu, uczeszczalismy do szkoly rodzenia. Bylam bardzo mastawiona na porod fizjologiczny i nie wyobrazalam sobie,ze moze byc o aczej. Los niestety nie pozwolil mi sie przekonac jak to jest urodzic naturalnie. Niestety nasz synek nie obrocil sie glowka do porodu. W 3r tyg trafilismy do szpitala z powodi skurczy i rozwarcia. Udalo sie lekarzom przetrzymac nas jeszcze przez 10 dni.
    Nasz syn urodzil sie droga ciecia cesarskiego. Bylam wrecz zrozpaczona, ze nie bylo mu dane przezyc tego porodu inaczej. Ale z drugiej strony szczesliwa, ze urodzil sie zdrowy i wydolny oddechowo. Moj wczesniaczek trafil do inlubatorla. Nie mialam go przy sobie na brzuszku jak inne mamy rodzace fizjologicznie. Do czego zmierzam gdybym miala wybor jaki porod chcialabym przezyc to zdecydowanie chcialabym urodzić natutalnie.
    Po cesarce jest bardzo ciezko,choc ja doszłam do siebie szybko. To jest jednak operacja i zachecam mlode mamy zastanowcie sie jesli macie wybor. Zachecam Was do porodu fizjologicznego.

    Odpowiedz
    • 20 lutego 2016 o 12:19 am
      Permalink

      Serdecznie gratuluję synka 🙂
      Cieszy mnie Twój komentarz do mojego artykułu, bo takich głosów bardzo potrzeba. Głosów namawiających przyszłe mamy do dokonania wyboru, gdy tylko to jest możliwe i bezpieczne dla nich samych i dla ich dzieci. W takiej sytuacji, jak u Ciebie, gdy dziecko nie obróciło się główką w dół, cesarka była po prostu konieczna. I nic nie można na to poradzić, bo przecież najważniejsze, żeby dziecko urodziło się zdrowe 🙂 Ale fajnie też, że udało się przetrzymać maluszka jeszcze 10 dni w brzuszku i że mimo operacji szybko do siebie doszłaś 😉 Domyślam się, że teraz nadrabiasz trzymanie synka na brzuszku? 🙂

      Odpowiedz
  • 23 lutego 2016 o 11:13 am
    Permalink

    Miałam dwa cięcia że wskazań okulistycznych. Po każdym z nich, po upływie 4 dni byłam w domu. Nikt nigdy nie wstał do żadnej z dziewczynek (oprócz mnie), więc musiałam „być na chodzie”. Drugą córkę karmiłam prawie trzy lata, pierwszą krócej. Miałam praktyki w domu dziecka i szkole specjalnej, gdzie widziałam dużo dzieci z porażeniem mózgowym spowodowanym niedotlenieniem okołoporodowym. Nigdy nie zdecydowała bym się na poród naturalny, bo w tym momencie (porodu) najważniejsze jest zdrowie i życie dziecka. Nie mogłaby potem spojrzeć w oczy choremu dziecku, które w przypadku mojej ewentualnej śmierci trafiłoby do jakiegoś marnego dpsu na zadupiu. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • 23 lutego 2016 o 5:39 pm
      Permalink

      W przypadku wskazań zdrowotnych tak powinno być – nie powinno się stwarzać jakiegokolwiek ryzyka, że dziecku czy mamie stanie się coś złego. U mnie było inaczej, nie było żadnych wskazań, nie było rozpoczętej akcji porodowej, zero skurczy, zero rozwarcia, zero odchodzących wód. Tętno dziecka w normie. Nie widziałam sensu przy braku zagrożeń dla dziecka czy dla mnie, by decydować się na cięcie. Zwłaszcza, że to było na 2 tygodnie przed planowanym terminem porodu, a dwoje lekarzy w szpitalu powiedziało jasno, że to po prostu jeszcze nie ten moment.
      Gdyby było jakiekolwiek zagrożenie, oczywiście zgodziłabym się na cięcie, być może nawet bym się go wręcz domagała, gdyby lekarze zwlekali. Bo tak, jak piszesz, najważniejsze jest tu zdrowie i życie dziecka.
      Myślę też, że świeżo upieczonej mamie powinno się pomóc, zwłaszcza po cesarskim cięciu, po którym dużo trudniej jest wstać i funkcjonować. Mam tu na myśli oczywiście pomoc ze strony personelu szpitala.
      Fajnie, że dałaś radę „być na chodzie” przy obu córeczkach i że obie karmiłaś 🙂 Moja córeczka też wciąż na piersi, ma teraz 20 miesięcy, zobaczymy jak długo jeszcze obie damy radę 🙂
      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  • Odbicie: Inspiracja dla Obywatelki Matki – Przepisowa mama

  • 19 września 2016 o 9:35 pm
    Permalink

    Podziwiam! 🙂 Ja miałam w cholestazę i cukrzycę ciążową i z tego powodu również lezałam na patologii ciązy. Koleżanki namawiały mnie, żebym wymusiła na lekarzach cesarkę, bo podobno moje choroby ciążowe mogły być wskazaniem. Ale zarówno ja, jak i lekarze byliśmy za porodem drogami natury. Koniec końców miałam indukcję porodu – ale na to musiałam się zgodzić, bo rzeczywiście były przesłanki zdrowotne, żeby ten poród wywołać. Indukcja to nic fajnego, ale i tak cieszę się, że obyło się bez cesarki. 🙂

    Odpowiedz
    • 20 września 2016 o 5:55 pm
      Permalink

      Bardzo się cieszę, że nie uległaś presji tłumu 🙂 i że Ty też się z tego cieszysz 😉
      Faktycznie cholestaza i cukrzyca ciążowa to dolegliwości, które niejedna przyszła mama uznałaby za wskazanie do cc. Współczuję, że musiałaś się z nimi zmagać. Fajnie jednak, że trafiłaś na lekarzy, którzy szanowali Twoje decyzje i pomogli Ci je skutecznie wcielić w życie 🙂
      Przyznam, że życzyłabym sobie i wszystkim kobietom, by trafiały tylko na takich lekarzy – zwłaszcza w czasie ciąży i porodu 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *