Obyś cudze pisma pisał

prawnikNie wiem ile już napisałam w życiu różnych pism – wniosków, pozwów, sprzeciwów, odwołań – setki, tysiące? Nie zliczę nawet tego, co wyszło spod moich palców w ostatnim roku przed narodzinami córki, a co dopiero mówić o ostatnich kilku latach 🙂

Sama ilość moich odpowiedzi na Wasze komentarze pod tekstem o 500+ sprawia, że nie dam rady obliczyć też ile razy choćby w ciągu tych kilku miesięcy, od kiedy prowadzę bloga, odpowiadałam na różne pytania związane z zagadnieniami prawnymi.

A jednak za każdym razem, gdy muszę napisać coś dla siebie lub osób mi najbliższych…

…. wpadam w lekką panikę.

Czasem wynika ona zwyczajnie z tego, że pismo, które trzeba napisać (i to bardzo często „na wczoraj”) jest związane z taką dziedziną prawa, w której nigdy się nie specjalizowałam – np. zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa do Prokuratury to dla mnie niczym dla kardiochirurga operacja usunięcia wyrostka robaczkowego 😉 Bo niby też operacja, a jednak wymagająca zupełnie innego doświadczenia i podejścia. Tak jest i ze mną – z prawem karnym jakoś nie bardzo mi po drodze, choć z prawem cywilnym, prawem rodzinnym i prawem pracy idę jedną ścieżką od kilku lat.

Teraz też czeka mnie m. in. napisanie właśnie takiego zawiadomienia – w sumie nawet nie jednego, a – o zgrozo – kilku, a później być może także prywatnego aktu oskarżenia. Jeżeli do tego dojdzie, pojawi się u mnie panika – nigdy w życiu czegoś takiego nie robiłam, a jeżeli już mam zrobić, to chcę, by było to zrobione dobrze. A właściwie nawet nie „dobrze”, dobrze to za mało powiedziane. Chcę, by było to zrobione najlepiej jak się da.

Tak zresztą jest z każdym pismem, które muszę napisać – odzywa się we mnie chęć wprowadzenia w życie maksymalnego perfekcjonizmu. I choć wydaje się to niemożliwe, gdy mam zmierzyć się z problemem prawnym prywatnie, a nie w ramach pracy, ten maksymalny perfekcjonizm wychyla się na poziom absurdalnie niemożliwy do osiągnięcia.

Nie zrozum mnie źle – to nie jest tak, że jako człowiek specjalizujący się w jednej dziedzinie prawa nie napiszę takiego pisma. Napiszę – oczywiście. Choć na gruncie zawodowym wolałabym uprzejmie podzielić się taką pracą z kolegami lub koleżankami po fachu 🙂 Jak bowiem głosi stare porzekadło „Gdy ktoś jest dobry we wszystkim, tak naprawdę nie jest dobry w niczym”.

Prawnik to zawód specyficzny – taki, którego nie da się oddzielić od życia prywatnego. Nie ma opcji wstawienia drzwi i zamykania ich, gdy chcemy być dostępni tylko dla własnej rodziny. Nawet teraz – w weekend majowy – właśnie dla swoich najbliższych piszę pismo. Duże. Ważne. Tak ważne, że kilkakrotnie już sprawdziłam czy na pewno zajmuję właściwe stanowisko. Tak istotne, że przejrzałam całe dostępne orzecznictwo sądów. Taka sprawa z gatunku „życia i śmierci”. I ja – prawnik, który też jest człowiekiem i czasem musi powstrzymywać własne emocje 😉

Te emocje to czasem droga po równi pochyłej, mogą zaszkodzić w obiektywnym spojrzeniu na problem prawny, mogą ukierunkować palce na klawiaturze, tworząc niepotrzebne akapity. Boję się ich i staram się zwalczać (szczególnie w pismach sądowych czy urzędowych). W końcu prawo to prawo, a nie wykład z psychologii czy płacz dziecka nad rozbitym kolankiem.

Zawsze jednak, gdy piszę coś dla siebie albo dla najbliższych, w głowie kołacze mi myśl „Obyś cudze pisma pisał, prawniku”. Tak jest najbezpieczniej. Wtedy jesteś w pełni obiektywny, racjonalny, sprawiedliwy. I możesz zamknąć drzwi, wracając do swojego prywatnego świata.

Wiem to wszystko. Wiem też, że te moje lekkie napady paniki często dodają motywacji, by zająć się sprawą jeszcze dokładniej, jeszcze wnikliwiej, po prostu najlepiej jak się da. I chyba wiedzą to też moi najbliżsi, bo gdy proponuję innego prawnika patrzą na mnie robiąc oczy jak pięciozłotówki 🙂

Podzieliłam się z Wami swoimi zawodowymi dylematami, mogę wrócić do pisma. Trzymajcie za mnie kciuki 🙂

Prawa do zdjęcia należą do: Odan Jaeger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *