Podróże a sen dziecka

IMG-20160526-WA0015 Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą. Ale że pomagają uregulować rytm dziecka – nigdy o tym ani nie słyszałam, ani bym nie pomyślała. A jednak 🙂 Na naszą córeczkę – niechętną do spania snem typowym dla niemowląt nie działało nic, a podróż… cóż, można powiedzieć, że zdziałała cuda 😉

Jeżeli masz dziecko, które zachowuje się jak typowy Nocny Marek, chodzi spać późno i śpi mało w ciągu doby – ten post jest przede wszystkim dla Ciebie 🙂

Od dnia narodzin aż do 21 maja (czyli przez prawie dwa lata)

Najpierw były kolki. Później było ząbkowanie. A jeszcze później ciekawość świata. Niezależnie od przyczyny nasza córeczka nie chciała chodzić spać przed północą.

Zasnąć o 18, 19 czy 20? Oczywiście, żaden problem. Każda pora na drzemkę jest dobra. Wstawała po godzinie lub dwóch pełna sił do zabawy. I szalała. Ona rześka jak skowronek, my z każdym dniem (a właściwie z każdym kolejnym bardzo długim wieczorem) coraz bardziej zmęczeni.

Naprawdę próbowaliśmy wszystkiego. Bajek, śpiewania, bujania, zasypiania razem. Dziecko miało swój rytm i nie chciało nam pozwolić na jakiekolwiek jego zaburzenie.

Całkiem szczerze –z przerażeniem myślałam, że tak już będzie zawsze. Ostatnie dni wskazują jednak na to, że chyba jednak na całe szczęście nie 🙂

Dwa tygodnie temu dostałam propozycję wyjazdu na jednodniowe szkolenie. 5 godzin szkolenia, 10 godzin podróży licząc przejazd w obie strony. Wiemy z doświadczenia, że mała lubi PKP. Nie wiemy natomiast jak zareagowałaby na wyjazd mamy do pracy. Decyzja może być tylko jedna: jedziemy razem. Po drodze zrobimy sobie wycieczkę po Lublinie.

Niedziela 22 maja

Aby zdążyć na pociąg do Lublina musimy wstać o 4.20, córeczkę budzimy chwilę po 5. Spała jakieś 4 godziny, bo pakowanie walizki było ciekawsze niż cokolwiek innego. Dalibyśmy sobie obie ręce uciąć, że w pociągu padnie jak mucha. Cóż, dobrze, że z nikim się o to nie założyliśmy, bo zostalibyśmy bez rąk, a ja nie napisałabym tego posta 😉

Mała zasypia na 10 minut przed dojazdem do Lublina. Niosę ją do autobusu. Przesypia drogę między PKP a PKS. Budzi się w całkiem dobrym humorze po niespełna 40 – minutowej drzemce. Zwiedzamy zamek i Stare Miasto. Córeczka wydaje się być niezmordowana. Biega, skacze po murkach, bawi się ze spotkaną podczas naszej wycieczki dziewczynką.

IMG-20160526-WA0018

Zmęczenie ogarnia ją dopiero przy Bramie Grodzkiej. Usypia przytulona do mnie. Wracamy pod Zamek. Leżakujemy na trawie. Mama okazuje się całkiem wygodną poduszką, bo mała śpi smacznie, nawet od czasu do czasu pochrapuje 😉

Ja też przymykam oko. Po ok. 1,5 godzinie przychodzi czas na burczenie w brzuchach, trzeba wstać i coś zjeść. A to oznacza konieczność ruszenia się z miejsca. Idę znów z dzieckiem na rękach, zaczyna ważyć ze sto kilo 🙂 Spryciara budzi się, gdy tylko czuje noskiem zapach jedzenia. Humor dopisuje. Apetyt również. Po śnie zostało ledwie wspomnienie.

Jedziemy do miejsca docelowego. Kąpiel i do łóżka. Córeczka zasypia o 20 i budzi się o 8. Wooooow! Takiej nocy jeszcze nie było 😉

Poniedziałek 23 maja

Poranek mija mi na szkoleniu, widzę córeczkę w czasie dwóch przerw dosłownie przez chwilkę. Zdecydowanie dobrze jej z tatusiem, bo mówi do mnie „Idź do pracy, mamo”. Nie ma to jak miłość dziecka :D. Żart oczywiście, cieszę się, że jest w stanie pobyć kilka godzin beze mnie. To dobrze wróży na przyszłość 🙂

Okazuje się też, że gdy mnie nie było, ona sama się położyła i zasnęła na godzinę. Kolejny szok 🙂

Kolejna drzemka dopiero w busie do Lublina. 30 minut i znów gotowość do poznawania świata rozbudzona na 1000%.

W pociągu brak warunków do spania. Przedział dla rodziców z dziećmi wyłącznie do naszej dyspozycji, ale fotele profilowane – ciężko na nich wygodnie siedzieć, a co dopiero spać. Między 20 a 21 widzimy wszystkie zęby naszego dziecka – ziewa jak mały kotek. Ale położyć się nawet nie próbuje.

Jesteśmy w domu chwilę przed północą. Prysznic i do spania. Rytm snu znów zaburzony.

Wtorek 24 maja

Późna pobudka to konsekwencja snu od północy. Cały dzień jest jakby przesunięty. Późniejsza drzemka i wieczorne czynności przed pójściem spać.

Środa 25 maja

Budzimy córeczkę po 7 rano. Prawdę mówiąc ubieram ją jeszcze śpiącą, jak zawsze żal mi jej budzić, ale przed nami bilans dwulatka i po prostu musimy o określonej porze być u pediatry.

Drzemka o 12. O 19.30 mała już śpi jak aniołek. Śpi do rana 🙂

Czwartek 26 maja

Dostaję dwa prezenty na Dzień Mamy – laurkę i… kolejny wieczór, w którym moje dziecko idzie spać chwilę po 20. Budzi się przed 23, na szczęście jestem obok i szybko reaguję zagarniając ją do łóżka. Śpimy do rana 🙂

Piątek 27 maja

Senność puka ok. 19, zaraz po kąpieli. Jemy kolację, więc moment położenia się do łóżka przeciąga się. I to jest błąd. Mała zwalcza kryzys, zasypia dopiero ok. 21.30. Ale zasypia. I nie jest jeszcze aż tak późno.

Czytając o tym, w jaki sposób ustabilizować rytm snu małego dziecka znalazłam kiedyś radę, by każdego kolejnego dnia kłaść dziecko spać coraz później, tak aby w końcu dojść do momentu, w którym dziecko całkowicie nie prześpi nocy. Pomysł ten dla mnie – śpiocha – wydawał się niemożliwy do zrealizowania. Okazuje się jednak, że wystarczy nie pozwolić maluchowi porządnie się wyspać jednorazowo, a później konsekwentnie trzymać się godzin pobudki, drzemki i snu. Myślę, że jeżeli nie wyjdzie raz, warto spróbować kolejny. Dla nas momentem przełomowym była właśnie podróż. I tym bardziej cieszę się, że się w nią wybraliśmy 🙂

4 thoughts on “Podróże a sen dziecka

  • 30 maja 2016 o 8:37 am
    Permalink

    Polecam podróże z dzieckiem 😉

    My jeździmy z Małą od pierwszych miesięcy. Dzięki temu fantastycznie odnajduje się w nowych warunkach!

    Odpowiedz
    • 30 maja 2016 o 5:25 pm
      Permalink

      To prawda, wczesne rozpoczęcie podróżowania pomaga w adaptacji dziecka w różnych warunkach 🙂
      My zaczęliśmy, gdy Mała miała 7 tygodni. Już wie co to podróż statkiem, samolotem i pociągiem. Śmiejemy się, że chyba tylko helikopterem jeszcze nie leciała 🙂
      Pierwszy raz natomiast podróż była tak krótka i intensywna zarazem. I pierwszy raz wpłynęło to na sen. Na szczęście pozytywnie 🙂

      Odpowiedz
  • 3 czerwca 2016 o 10:09 am
    Permalink

    U nas też – samochód najlepszy usypiacz, nawet jakby wcześniej wyła z głodu 🙂 Starsza nie miała tak i drogę do Warszawy cierpieliśmy oboje z mężem 🙂 A młodsza teraz uwielbia podróże. I najczęściej najgrzeczniejsza jest jak idziemy „w gości” i trzeba się dzieckiem popisać. Ona jest idealna 🙂 Ale w domu pokazuje „pazurki” 🙂 Czasami jest tak, że jak coś nie pomaga, to trzeba o 180* się odwrócić z metodami 🙂

    Odpowiedz
    • 3 czerwca 2016 o 2:35 pm
      Permalink

      Oj zdecydowanie 🙂 Nie ma jednej metody idealnej dla wszystkich dzieci 🙂
      Twoja córeczka jest podobna do mojej – poza domem istny aniołek, w domu obrót o 180* – może taką metodę powinnyśmy obie przyjąć: gościć się z dzieckiem cały Boży dzień 😀

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *