Prawa kobiety w szpitalu

my-newborn-baby-1495472-639x427Gdy jeszcze mój brzuszek ciążowy nie był w ogóle widoczny, pewna kobieta – menadżerka z kilkunastoletnim doświadczeniem – opowiedziała mi o swoich doświadczeniach ze szpitalem. I o tym, jak to ona – na co dzień sprawnie zarządzająca kilkudziesięcioma osobami – w szpitalu czuła się całkowicie bezbronna i bezradna. I to jest uczucie całkowicie normalne. Jesteś w obcym miejscu i nie do końca wiesz (albo i wcale nie wiesz) co będzie się z Tobą i z Twoim dzieckiem działo. Naturalna reakcja: schować się i nie wychodzić, może mnie nie zauważą 🙂

Nie chcę Cię martwić, ale to najgorsze, co możesz zrobić. Właśnie w takiej sytuacji musisz odnaleźć całą swoją siłę i pewność siebie i… walczyć. Żeby walczyć skutecznie, musisz się wcześniej trochę uzbroić. Nie, nie, kij baseballowy nie będzie Ci potrzebny (choć przy buzujących hormonach może i czasem by się przydał 🙂 ), wystarczy oręż wiedzy.

Nie pamiętam już przy którym z moich ciążowych pobytów w szpitalu to było, ale przyniesiono nam, przyszłym mamom ankietę na temat szpitala. To była prosta ankieta – do zaznaczenia krzyżykiem tak/nie co sądzimy o lekarzach, położnych, o wyżywieniu itd. Kluczowe pytanie brzmiało „Czy została Pani udostępniona Karta praw pacjenta?”. Ano nie została. Nikt też o prawach pacjenta nic nie mówił. Nie mogę za to powiedzieć, by – poza jednym małym przypadkiem, na który od razu zareagowałam – naruszono moje prawa pacjenta. Ale tych naruszeń nie było przede wszystkim dlatego, że znałam swoje prawa. Znałam i nie bałam się tej wiedzy używać.

Istnieje pewien katalog praw przysługujących każdemu pacjentowi niezależnie od przyczyny pobytu w szpitalu, a więc przyszłej i świeżo upieczonej mamie również.

Każdej pacjentce przysługuje prawo do poszanowania jej godności. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że nikt z personelu szpitala nie ma prawa odnosić się do niej niegrzecznie, wulgarnie czy stosować jakichkolwiek obraźliwych komentarzy. Wiem, że niestety takowe się zdarzają, że położna czy pielęgniarka, która powinna wspierać kobietę po porodzie, przyjdzie i będzie na nią krzyczeć, że jeszcze się nie podniosła, że źle trzyma dziecko, że źle je karmi itp., a niejedna mama zareaguje płaczem, chociaż powinna zagrozić… skierowaniem pozwu do sądu w przypadku, gdy dalej będzie obrażana.

Godność każdego człowieka należy do jego dóbr osobistych, a one są chronione przez prawo. Na podstawie przepisów kodeksu cywilnego przede wszystkim możemy domagać się tego, by ktoś przestał ją naruszać, a dodatkowo – możemy także wystąpić do sądu żądając zadośćuczynienia pieniężnego albo zapłaty określonej kwoty na wskazany cel społeczny.

Wiem, będąc w szpitalu, w trakcie porodu czy zaraz po nim ciężko jest zachować racjonalne myślenie, wyciszyć emocje i buzujące hormony. Ale w obronie godności kobiety może (a wręcz powinien) stanąć też jej mąż czy partner. To on może kulturalnie, chłodnym tonem wyjaśnić osobie obrażającej mamę jego dziecka jakie są konsekwencje prawne naruszania jej godności.

Nikt nie ma też prawa do łamania prawa pacjentki do intymności.

Jeżeli nie chcesz, by jakiekolwiek zabiegi czy badania były dokonywane w obecności osób trzecich, po prostu o tym powiedz. Głośno i wyraźnie.

Często zdarza się, że na oddziałach położniczych mają praktyki studenci. Nie nauczą się jak być położnikiem czy położną bez osobistego udziału w badaniach, ale jeżeli tego nie chcesz, to nie Ty musisz być królikiem doświadczalnym.

Ja nie wyobrażałam sobie badających mnie studentów. Ale… W trakcie mojego porodu od samego początku była z nami oprócz położnej studentka położnictwa. Młodziutka, bardzo miła, przychodziła i zagadywała, podłączała i odłączała mi KTG, opowiadała o sobie. Dla niej to był pierwszy raz. Dla mnie zresztą też 🙂 Gdy przewożono mnie do sali porodowej zapytała czy może zostać, zobaczyć jak to jest, gdy dziecko przychodzi na świat. Została i widziałam później, że była z tego powodu niemal tak szczęśliwa, jak ja z widoku swojej córeczki 🙂

Podobało mi się także to, że zapytała o to, czy może z nami być. To jest bardzo ważne, by w szpitalu pytano kobietę o zgodę na badania, zabiegi (np. nacięcie krocza), obecność dodatkowej osoby. Nie ma też żadnych przepisów, które pozwalałyby personelowi szpitala zmusić Cię do wykonania np. lewatywy przed porodem. Nie ma powodów, dla których to personel szpitala miałby zdecydować za Ciebie czy chcesz znieczulenie do porodu, czy nie. Chyba, że w momencie, w którym się zdecydujesz, że jednak chciałabyś otrzymać znieczulenie, będzie już za późno (rozwarcie 7 cm).

Kobieta ma prawo decydować i wyrażać zgodę lub jej nie wyrazić. Ma też prawo zmienić zdanie.

Decyzje łatwiej jest podejmować, gdy mamy pełny zestaw informacji. I tu dochodzimy do kolejnego prawa mamy w szpitalu – ma prawo do uzyskania wszelkich niezbędnych informacji.

Na wstępie napisałam, że w stosunku do mnie tylko raz miał miejsce drobny incydent, który można potraktować jako naruszenie praw pacjenta. O co chodziło?

Zostałam przyjęta do szpitala na przełomie 37 i 38 tygodnia ciąży. Powód: nadciśnienie ciążowe. Późnym wieczorem, gdy w końcu udało mi się zasnąć, poczułam nagle, że ktoś chwyta mnie za rękę. Prawie dostałam zawału, a tu okazało się, że pielęgniarka po prostu chciała mi zmierzyć ciśnienie. Nie miałam pojęcia, że kontrola mojego ciśnienia obejmuje też czas mojego snu. Szybko dogadałam się ze wszystkimi pielęgniarkami na oddziale i od następnego wieczoru mierzyły mi ciśnienie zanim zasnęłam. Sama do nich przychodziłam do dyżurki i dzięki temu spałam w miarę spokojnie 🙂 Ale tej sytuacji można było uniknąć. Wystarczyłoby powiedzieć mi, że późnym wieczorem też muszę zmierzyć ciśnienie. Zwykła prosta informacja, prawda?

Nie wiem czy kiedykolwiek zapisy mojego ciśnienia będą mi potrzebne, jeżeli tak, szpital będzie miał obowiązek udostępnić mi taką dokumentację ( o ile nie upłynie tyle czasu, że zostanie ona przeniesiona do archiwum 🙂 ). Wynika to z prawa wglądu do wszystkich wyników badań i do tzw. historii choroby.

Wracając na chwilę do prawa do informacji. Masz prawo uzyskać wszystkie informacje na temat tego, co czeka Ciebie i dziecko krok po kroku. Jak będzie wyglądał poród, czy będziesz mogła pić, jeść, ruszać się czy może tylko leżeć, czy będziesz miała możliwość skorzystania z prysznica lub wanny, jakie masz możliwości inne niż znieczulenie zewnątrzoponowe, czy dziecko będzie razem z Tobą zaraz po porodzie (przy braku przeciwwskazań zdrowotnych), jak prawidłowo przystawić dziecko do piersi itp.

Masz prawo także do przygotowania tzw. planu porodu i wskazania w nim kolejno m.in. takich punktów:

  1. informacje o swoim stanie zdrowia,

  2. swoje wyobrażenie porodu – możesz napisać tu np. czy chciałabyś otrzymać znieczulenie w trakcie porodu, czy nie, czy chciałabyś w trakcie porodu mieć swobodę poruszania się, korzystania z prysznica/wanny, czy chciałabyś od razu po porodzie poczuć swoje dziecko na brzuchu,

  3. informacje dotyczące nacięcia krocza – czy wyrażasz zgodę na nacięcie krocza, czy nie,

  4. czy wyrażasz zgodę na cesarskie cięcie w razie wystąpienia komplikacji porodowych,

  5. czy chciałabyś, by pępowinę przecięła osoba, która jest z Tobą na sali porodowej lub by przeciąć ją dopiero, gdy przestanie samoistnie pulsować,

  6. czy planujesz karmić piersią,

  7. czy chciałabyś mieć możliwość kontaktu „skóra przy skórze” z dzieckiem.

Plan porodu przedstawiasz w trakcie przyjęcia do szpitala i jest on załączany do Twojej dokumentacji medycznej. Pamiętaj, że niestety plany nie organy, grać nie muszą… i może się zdarzyć, że nie do końca da się zrealizować to, co sobie wymarzyłaś. Najważniejsze bowiem jest dobro dziecka i Twoje 🙂

Każda pacjentka ma także prawo do dyskrecji. Lekarza obowiązuje tzw. tajemnica lekarska i nie ma prawa dzielić się informacjami nie tylko na temat stanu zdrowia Twojego czy Twojego dziecka, ale też innymi informacjami, jakie posiada na Twój temat.

Bardzo ważne jest też wsparcie najbliższych. Masz pełne prawo do porodu rodzinnego, a później do odwiedzin partnera, męża, rodziny czy przyjaciół. Świat zmienił się na lepsze i świeżo upieczony tatuś nie musi już oglądać swojego dziecka przez szybkę, leżącego obok innych maluchów. Może od samego początku porodu aktywnie uczestniczyć w jego życiu 🙂 Oczywiście, jeżeli tylko oboje tego chcecie.

Pamiętaj – to Ty decydujesz. Masz prawa, które muszą być przestrzegane. Walcz o nie i o siebie 🙂

Prawa do zdjęcia należą do: Oriol Martinez

2 thoughts on “Prawa kobiety w szpitalu

  • 21 lutego 2016 o 9:37 pm
    Permalink

    To jest to: najpierw hormony grają na cały regulator, kiedy masz rodzić, a po porodzie… też grają. Tylko inaczej – i tutaj huśtawka nastrojów, płacze, śmiech – jest na porządku dziennym jeszcze dobrze kilka dni po porodzie. Jeśli któraś mama to przechodziła wie doskonale, że walka o swoje prawa w takim stanie jest trudna, więc każde złamanie prawa wobec kobiety w takim stanie ujdzie na sucho. O ile nie wypowie się w jej imieniu mąż czy partner. Albo nawet jej mama. Jeśli zwróci uwagę położnej, a ta ją opieprzy, że jakim prawem – nic prostszego – niech położnej zwróci uwagę w obecności zainteresowanej, by ta mogła znaleźć siłę, by powiedzieć: „ona to zrobiła na moją prośbę, bo teraz czuję się w swojej roli niepewnie, a Pani utrudnia mi stanięcie na nogi”, czy coś.

    Bardzo dobrze, że o tym napisałaś: wciąż walczymy o prawa zwierząt w zakątkach świata, do których nigdy być może się nie udamy, a nie jesteśmy w stanie wyegzekwować przestrzegania praw kobiet przed/podczas/po porodzie. Trąci tu jakimś absurdem… Dzięki za ten ten tekst!

    Odpowiedz
    • 21 lutego 2016 o 11:03 pm
      Permalink

      Proszę bardzo 🙂 Ten tekst chodził mi po głowie dość długo, w sumie jeszcze od czasu pobytu w szpitalu. To wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak mało kobiet zna swoje prawa. Dzień po moim porodzie „dokwaterowano” mi świeżo upieczoną mamę z jej bobaskiem. Nie wiedziała nic. Ani tego, że po porodzie powinna leżeć, ani że mogła poprosić o kontakt „skóra ze skórą” swojego noworodka (a nie myć go i ubierać), ani że powinna przystawić dziecko jak najszybciej do piersi, jeżeli chce karmić naturalnie (a chciała). Trochę dziwnie się czułam mówiąc jej co i jak, ale stwierdziłam, że ktoś musi. Po 2 godzinach dyżur objął lekarz, który był u mnie przy porodzie i chwycił się za głowę, gdy usłyszał, że tej kobietce nikt z personelu nic nie powiedział. No i się zaczęło, wezwał jej doradcę laktacyjnego i pielęgniarki i w końcu dostała też informacje od fachowców.
      Ona nie była sama, była z mężem. On ją trzymał za rękę, głaskał synka itd., ale przecież nie tylko po to była potrzebna jego obecność! Mógł coś powiedzieć, dopytać. A tu nic 🙁
      Ja po porodzie czułam się bardzo dobrze i rozmawiałam z położną, która przyszła do mnie jeszcze przed końcem pracy zapytać czy wszystko ok. Mój partner też rozmawiał i dopytywał. Generalnie stosowaliśmy metodę: jesteśmy mili i chętnie pożartujemy (nawet na sali porodowej), ale wymagamy konkretnych działań i informacji. Nie wiedzieliśmy kto będzie u nas przy porodzie, nie daliśmy lekarzowi czy położnej kawy, ciasteczek czy koperty. Ale dzięki temu, że znaliśmy swoje prawa, wszystko udało się naprawdę super 🙂 Chciałabym, żeby tak było przy każdym porodzie u każdej kobiety.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *