Siedem grzechów głównych rodziców

portret-1432667-1279x850Znacie siedem grzechów głównych?

Tak? To świetnie. Nie? To zaraz poznacie …

Czy wiecie, że prawie wszystkim rodzicom zdarzyło się zgrzeszyć wobec własnych dzieci? 

Pycha

Nam, dorosłym często wydaje się, że wiemy wszystko, że wiemy lepiej. Nauczeni pewnych schematów, określonego rozumienia świata, ludzi, emocji, mający pewien bagaż doświadczeń wiemy i już. A co jeżeli to nasze dziecko wie lepiej? Jeżeli to ono intuicyjnie ma rację? Jak wielu z rodziców potrafi przyznać się przed dzieckiem do swoich błędów? Ilu potrafi przeprosić?

Obok tzw. „wiem lepiej” często pojawia się też „zrobię to za ciebie” z dopiskiem w myślach, a czasem i słowach „bo zrobię to lepiej, szybciej”. Tylko… czy to, że my np. posprzątamy za dziecko faktycznie będzie oznaczało „lepiej”? Czy jeżeli wykonamy dla dziecka rysunek na lekcję plastyki (bo taki trudny, a przecież dziecko musi dostać dobrą ocenę), to będzie „lepiej”?

Lepiej dla kogo? Dla dziecka to przecież nic innego jak zabijanie jego samodzielności, kreatywności, inwencji twórczej… więc może warto odrzucić własną pychę? 🙂

Chciwość

Długo myślałam nad tym, które z rodzicielskich zachowań można nazwać „chciwością”. I niestety, znalazłam. Chciwością są wszystkie te działania rodziców, które mają na celu zrealizowanie przez dziecko ich niespełnionych marzeń. Znacie takie historie, w których np. uzdolniony plastycznie chłopak idzie za radą i namową rodziców na medycynę, a nie na Akademię Sztuk Pięknych? I nie ma znaczenia, że na widok krwi mdleje, a na myśl, że miałby wycinać komuś migdałki ma odruch wymiotny. Rodzice chcą móc pochwalić się synem przed światem. Chłopak zaciska zęby, kończy medycynę, zostaje lekarzem, ale… szczęśliwy nie jest. Dobrym lekarzem oczywiście też nigdy nie będzie.

Chciwością jest też uzależnianie od siebie dziecka, które może przybierać różne formy. Są rodzice, którzy we wszystkim wyręczają dziecko, są tacy, którzy wpajają mu poczucie, że bez mamy czy taty nie da sobie rady w życiu, są i tacy, którzy wzbudzają w dziecku tak wielkie poczucie winy, że zamiast jako dorosły człowiek żyć swoim własnym życiem, żyje nadal życiem swoich rodziców.

Nieczystość

Nie umiem wyobrazić sobie co siedzi w głowie człowieka wykorzystującego seksualnie dziecko. Tym bardziej, gdy człowiekiem tym jest jego własny rodzic. Nie wiem jak wielka jest skala tego zjawiska w Polsce, bo u nas wciąż – niestety – mało mówi się o tym problemie. Z różnych ogólnie dostępnych raportów wynika, że przynajmniej jednej formy przemocy seksualnej doświadczyło ok. 12 % nastolatków w wieku od 11 do 17 lat.

Tu ważna uwaga techniczna: przemoc seksualna to nie tylko kontakt fizyczny, nie tylko dotykanie mające na celu pobudzenie intymnych części ciała dziecka czy zgwałcenie. To także rozmowy, w których rodzic ( i nie tylko, ale było nie było, dzisiejszy tekst jest o grzechach rodziców) opowiada dziecku o swojej aktywności seksualnej, to masturbacja przy dziecku, a nawet podglądanie dziecka w kąpieli i pobudzanie się seksualnie poprzez patrzenie. To wykorzystywanie dziecka do prostytucji czy pornografii.

To wszystko to, za co większość z nas miałaby ochotę zabić gołymi rękami. I wszystko to, co podlega odpowiedzialności karnej sprawcy.

Zazdrość

… znów pomyślałam o budowaniu przez rodziców przyszłości dziecka według własnego „widzimisię”. Taka zazdrość o to, że przed dzieckiem cały świat stoi otworem, że może osiągnąć wszystko to, czego rodzicom się nie udało. I pchanie dziecka „na siłę” na „właściwe” tory.

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

…. czyli niewłaściwe odżywianie dziecka. Wyróżniłabym dwie formy tego grzechu – głodzenie dziecka i tuczenie niczym Baba Jaga z bajki o Jasiu i Małgosi słodyczami, chipsami, fast-foodami itd. Obie prowadzą do katastrofy.

Gniew

Gniew, złość, agresja. Fizyczna i psychiczna albo tylko fizyczna. Czasem to jeden klaps, innym razem krzyk czy wywoływanie u dziecka poczucia winy, przygnębienia, poczucia beznadziejności i osamotnienia. Zawsze rodzi dalszą agresję.

A dziecko pamięta i pamiętać będzie przez całe swoje życie, nawet gdy już przestanie być krzywdzone.

Lenistwo

„Na kanapie siedzi leń, nic nie robi cały dzień” pisał Jan Brzechwa, a co, jeżeli ten leń ma dziecko, które chciałoby jego uwagi, bliskości, zabawy z nim? Leń z wierszyka zapewne dałby dziecku zabawkę. Tylko czy jakakolwiek zabawka może zastąpić obecność mamy i taty?

Z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że w prawie każdej rodzinie zdarza się, że rodzic krzyknie, że wyręczy dziecko, że zamiast usiąść z dzieckiem wręczy mu czasem zabawkę, bo zwyczajnie potrzebuje chwili „lenistwa”. Grzechem głównym, bardzo ciężkim, jest też nieczystość, o której napisałam, ale która – na całe szczęście – w większości rodzin się nie zdarza.

Najważniejsze, co może się zdarzyć, to gdy nasza uwaga, bliskość i czas są nastawione na dziecko, bo to najważniejsze, co możemy mu dać. Nikt poza nami nie pomoże im zbudować poczucia bezpieczeństwa, stabilności i wewnętrznego spokoju. Zgadzasz się ze mną? Polub, skomentuj, udostępnij 🙂

Prawa do zdjęcia należą do: Annelies Van Dijk

4 thoughts on “Siedem grzechów głównych rodziców

  • 2 lutego 2016 o 5:40 pm
    Permalink

    Z punktu widzenia matki czasami niektóre z tych grzechów wydają się jakieś sztuczne – no bo jak to: ja, mama, nie potrafię nauczyć dziecka dobrych nawyków żywieniowych? Ja, matka, będę spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem – mnie lenistwo nie dotyczy. Już nie wspominam nawet o Twojej interpretacji grzechu o gniewie…

    Ale po ponad dwóch latach wychowywania dziecka już widzę, że pewne rzeczy po prostu przytłaczają mimo wielu chęci i naprawdę ambicji podjęcia walki z różnymi słabostkami matki. Czasami stres i to, że na naszych, matczynych głowach jest za dużo powoduje, że zwyczajnie puszczają nam nerwy i odzywa się w nas człowiek. Nawet pomimo ducha wszystko-mogącej-poświęcić matki 🙂

    Odpowiedz
    • 2 lutego 2016 o 7:34 pm
      Permalink

      Słabostki to jedno, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi (my – mamy też 🙂 ). Źle jest wtedy, gdy te słabostki stają się codziennością.
      Nie znam rodzica, któremu nie zdarzyłoby się krzyknąć na dziecko, nie zdenerwować się czy choćby nie posadzić dziecka samego, żeby obejrzało sobie bajkę. I ja to rozumiem 🙂 Ale jeżeli sytuacja wymyka się spod kontroli i nagle dziecko np. 80% czasu siedzi przy bajeczce albo gdy krzyk pojawia się co chwilę, to już nie jest tylko słabostka :/
      Co do nawyków żywieniowych, co byś powiedziała np. na karmienie niespełna 4-miesięcznego niemowlaka czekoladą? Ja zrobiłam takie oczy 0.0.

      Ważne tak naprawdę jest to, by dać dziecku tyle z siebie, by czuło się dobrze i bezpiecznie. I zrobić to tak, by nie działo się to naszym kosztem (też w granicach ludzkich możliwości 🙂 )
      Te 2 grzechy, które wymieniłam w tekście – nieczystość i gniew to w sumie przy takiej interpretacji temat na osobny wpis o tzw. złym traktowaniu dziecka. Może mi się uda nad tym usiąść w najbliższym czasie 🙂

      Odpowiedz
  • 27 lutego 2017 o 3:58 pm
    Permalink

    Ja się wyleczyłam z krzyku, gdy zobaczyłam jak się wzdrygnęła moja córka – jakbym ją uderzyła. Poczułam się tak okropnie, że od tamtej pory się kontroluję (choć mi się czasem zdarza podnieść nieco głos, ale ostrzegawczo). Klapsa to sobie w ogóle nie wyobrażam, bo już pomijając fakt, że jest to manifestacja porażki wychowawczej rodzica, moja mała jest bardzo wrażliwa emocjonalnie (chociaż uparta, przez co nieraz musiałam pozgrzytać zębami zanim udało mi się opanować ten nieszczęsny gniew właśnie 🙂 )

    A co do treści powyżej, ja bym może wspomniała jeszcze o pogardzie. Niepokojąco często widzę rodziców, którzy w miejscu publicznym okazują ją dziecku, ośmieszając jego pytania czy zachowania, np. odzywając się do niego: „głupi jesteś?” „ty niezdaro”, „nie zadawaj głupich pytań”.
    W pierwszym akapicie pisze Pani o pysze, która wydaje mi się powiązana z tzw. „dobrymi intencjami” – ja bym tu dodała pychę w tej najgorszej odsłonie, przejawiającej się realną pogardą dla dziecka i jego „niedoskonałości”: nie tłumaczy się dziecku świata, nie rozmawia z nim – „bo i tak tego nie zrozumie”.

    Odpowiedz
    • 3 marca 2017 o 11:50 pm
      Permalink

      Dziękuję Ci bardzo za przypomnienie mi tego tekstu 🙂 Nie wiem czy dziś napisałabym go tak samo, pewnie sporo bym dodała, podobnie jak Ty.

      Faktycznie zdarzają się rodzice, którzy nie uznają dziecka za partnera do rozmowy, tacy, którzy za mocno przybrali sobie do głowy powiedzenie, że dzieci i ryby głosu nie mają. Obawiam się, że nie czuliby się komfortowo u mnie w domu, bo moja niespełna trzyletnia córeczka już teraz zdecydowanie duuuużo mówi na wszelkie możliwe tematy – nie tylko typowo dziecięce 😉

      Nie myślałam o braku rozmów z dzieckiem „bo nie zrozumie” ani o braku tłumaczenia mu świata jako o przejawie pychy, ale muszę przyznać Ci rację. Brak zrozumienia dla małego człowieka, że nie wie, że nie zna, że „jak możesz tego nie rozumieć?!” wynika z dorosłego zadufania w sobie, pychy w dorosłym wymiarze.

      Ośmieszanie dziecka to dla mnie przede wszystkim objaw przemocy psychicznej. Zgadzam się, sformułowania typu „ty niezdaro” są pogardliwe. Są ujmujące dziecku część jego pewności siebie. Jego „ja”.

      Oj, sprawiłaś, że mam ochotę usiąść i napisać więcej o przemocy wobec dzieci i o tym, czego unikać. Jednak z racji nawału pracy będę mogła usiąść i napisać nowego posta dopiero w przyszłym tygodniu. Zapraszam jednak bardzo serdecznie do zaglądania tu od połowy marca, powinnam mieć więcej czasu, a to oznacza więcej postów 🙂
      Dziękuję również za miłe słowa w komentarzu o blogu 🙂

      PS Na kiedy masz termin? 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *