W co bawić się z 1,5 – rocznym dzieckiem?

zabawkiCiekawość to podobno druga natura człowieka. Widać ją tym wyraźniej, gdy masz już dziecko. Cały świat nagle zaczyna zadawać setki pytań. Czy już chodzi, czy już mówi, a ile ma ząbków… I moje ulubione: A co Ty z nią robisz całymi dniami? 😛

Jeżeli tylko pogoda na to pozwala, to oczywiście niezależnie od pory roku w planie dnia są spacerki i placyk zabaw, a latem dodatkowo plaża (o ile jesteśmy nad morzem) i las, jesienią zaś przede wszystkim las.

Są jednak takie dni, gdy aura nie pozwala nosa wyściubić z domu… bywają też dni, kiedy dziecko jest przeziębione lub chore na tyle poważnie, że nie ma szans na wyjście, choćby za oknem świeciło słońce, a cała przyroda krzyczała „wyjdźcie”…. Co wtedy? Co robić z 1,5 – rocznym dzieckiem w domu?

Moje ulubione pytanie wraca jak bumerang 🙂 Co ja właściwie robię ze swoją w tej chwili 19 – miesięczną córeczką, gdy przez cały dzień jesteśmy w domu? Nie puszczam przecież samopas. Nie sadzam na cały dzień przed telewizorem czy komputerem. Nie wkładam do kojca, bo takowego nie mamy. No to… co ja, a właściwie co my robimy?

Nie zastanawiałam się wcześniej nad szczegółową odpowiedzią na to pytanie, kwitowałam je krótkim „bawimy się”. Dziś myśląc nad nim ułożyłam „mini alfabet” naszych zabaw 😉

A jak „a kuku”.

Zabawa, w którą można zacząć bawić się, gdy dziecko jest całkiem małe, a którą nasza córeczka wciąż uwielbia. Gdy była jeszcze kilkumiesięcznym bobasem, chowaliśmy się i pokazywaliśmy mówiąc „a kuku” (co nagradzane było śmiechem :)), teraz sama chowa się pod kołdrę albo za zasłonkę i po chwili wysuwa głowę mówiąc „a kuku” 🙂

B jak „buduje” czyli co można wyczarować z klocków.

Zaczęło się od wieży, najpierw malutkiej zbudowanej z dwóch klocków, później wieża rosła coraz bardziej, klocków było 7,8,9… Teraz jest budowanie pociągu. Są dni, że jest to zabawa na kilka godzin (przerywana oczywiście innymi zabawami).

Próbowaliśmy najzwyklejszych najtańszych dużych klocków dla dzieci – nie sprawdziły się, łączyły się ciężko, a sam plastik nie był zbyt przyjemny w dotyku. Od kilku miesięcy budujemy z Lego Duplo 🙂

C czyli „czyta”… książeczki dla dzieci.

Pierwszą książeczkę kupiłam dla córeczki nim zaczęła chodzić. Przewrotnie wybrałam książeczkę z serii „mały chłopiec”, bo nie lubię takich podziałów na zabawki dla dziewczynek i dla chłopców. Najpierw było zainteresowanie, przyglądanie się obrazkom, słuchanie mojego opowiadania, a później coś dziwnego… rzucanie książeczką i złoszczenie się. Wtedy myślałam, że książeczka nie przypadła jej do gustu, że być może nie lubi czytania.

Nic bardziej mylnego, dziś już wiem, że to były próby pokazania mi, że chce słuchać i oglądać więcej. Teraz czytamy codziennie, mała sama wybiera która to będzie książeczka. Często czytamy jedną po kilka – kilkanaście – kilkadziesiąt razy. I czytamy, i oglądamy obrazki. Córeczka pokazuje mi gdzie są różne zwierzątka czy przedmioty. Coraz więcej z nich potrafi już nazwać, więc zabawa staje się bardziej urozmaicona 🙂

D jak „domek”.

Mamy mały domek dla lalek – taki o wymiarach 20 x 30 cm, mamy też kilkanaście małych piesków, kotków, krówek i innych zwierzaczków (z różnych jajek – niespodzianek). Zwierzątka po kolei maszerują do domku, ja opowiadam córce ich historyjki – skąd idą, dlaczego chciałyby się zatrzymać w jej domku itp. Ona naśladuje ich odgłosy, nazywa je i oczywiście – lokuje na piętrach 😉

Myślę, że taki domek można wykonać też z grubego kartonu, pomalować i używać tak długo, jak pozwoli jego eksploatacja 🙂

F jak „fru”.

Pod hasłem „fru” kryją się dwie zabawy.

Jedna to unoszenie dziecka w powietrzu tak, jakby było samolotem – większość dzieci uwielbia się huśtać, bujać i być noszonym. W zależności od wytrzymałości i sił rodzica oraz od wagi dziecka można się tak bawić od kilku do – jak przypuszczam – kilkudziesięciu minut w ciągu dnia 🙂

Druga zabawa polega na wykonaniu samolotu z kartki papieru i „latanie” nim z rąk do rąk (najczęściej rodziców 🙂 ) przy śmiechu dziecka. Przypuszczam, że jeszcze troszkę i nasza córeczka też będzie sama „latać” takim samolotem 🙂

K jak „kółka”.

Pod tym hasłem kryje się 5 kółek, które dziecko układa w piramidkę. Są różne wersje piramidek, ale wszystkie mają za zadanie nauczyć dziecko odróżniania rozmiarów kółek i układania ich od największego do najmniejszego.

K jak „kosi kosi łapki”.

Nie znam nikogo, kto by nie znał tej zabawy choćby z własnego dzieciństwa 😉 Uczy klaskania, i rytmiki. Wierszyków do „kosi kosi” jest kilkanaście, ja pamiętałam (chyba jeszcze z czasów, gdy miałam kilka lat) takie rymowanki :

Kosi, kosi łapci,

Pojedziemy do babci,

Babcia da nam kaszki,

A dziadek kiełbaski.

Kosi, kosi łapci,

Pojedziemy do babci,

Babcia da nam mleczka,

A dziadek ciasteczka.

Ł jak „łapać dzidziusia” czyli …

klasyczny berek z pokrzykiwaniem „łapać ją”, „łapać dzidziusia” i śmiechem uciekającego dziecka.

P jak „przelewanie” …

wody ze szklanki do szklanki. Jedna z najfajniejszych zabaw, jakie upodobała sobie nasza córka. Zamiast wody można wsypać trochę kaszy lub ryżu, a szklanki zamienić na plastikowe kubeczki. Będzie bezpieczniej 🙂

R jak „rysuje”.

I wszystko w temacie. Kartka + kredki (lub pisaki dla małych dzieci) i już jest wesoło. U nas częściowo rysujemy my – rodzice, a częściowo nasz maluch 🙂

S jak „sroczka kaszkę warzyła”.

Kolejna zabawa z cyklu niezapomnianych z dzieciństwa 🙂 Bierzemy w swoją dłoń rączkę dziecka i kolejno wyliczamy jak sroczka karmiła swoje dzieci, za każdym razem zginając kolejny paluszek maluszka.

Tu sroczka kaszkę warzyła,
Swoje dzieci karmiła:
Temu dała w garnuszeczku,
Temu dała w rondeleczku,
Temu dała na miseczce,
Temu dała na łyżeczce,
A temu nic nie dała,
Tylko frrr….. poleciała.

T jak „tany tany”.

Z moich obserwacji wynika, że dzieci lubią ruch, lubią słyszeć i czuć rytm, pozwólmy im więc tańczyć 🙂 U nas powoli do tańczenia dołącza się wspólne śpiewanie, robi się coraz ciekawiej 🙂

W jak „wózek”.

Nasza córeczka, choć sama nie korzystała z wózka, bardzo lubi wozić w wózeczku dla lalek swojego misia i… świnkę Peppę. Inna wersja – nie tylko dla chłopców – autko, na którym można posadzić misia lub inną zabawkę.

Z każdym dniem pojawia się także coraz więcej „zabaw” związanych z codziennym życiem, z gotowaniem, praniem, przygotowywaniem posiłków… ale to już całkiem inna bajka 🙂

Prawa do zdjęcia należą do: Chris Vdh

4 thoughts on “W co bawić się z 1,5 – rocznym dzieckiem?

  • 30 czerwca 2016 o 8:50 pm
    Permalink

    A ile Twoja córka miała jak przestała korzystać z wózka? W listopadzie moja będzie miała 15 mc a przychodzi na świat rodzeństwo i się zastanawiam czy kupować wózek dla dzieci rok po roku czy sobie darować.

    Odpowiedz
    • 2 lipca 2016 o 2:56 pm
      Permalink

      Moja córka w ogóle chowała się bez wózka 🙂 Na początku korzystaliśmy z chusty, później z nosidełka. Jak miała 15 miesięcy, to jeszcze mieściła się w nosidełku, więc nie było problemu. Ale dużo zależy od samego dziecka – do czego jest przyzwyczajone, co lubi, czy będzie chciało też samodzielnie chodzić. Jeżeli planujesz nosić maluszka w chuście, to wózek na pewno byłby ułatwieniem dla Ciebie – mogłabyś poza córeczką wozić w nim też rzeczy dla maluszka 🙂

      Odpowiedz
    • 1 września 2017 o 2:35 pm
      Permalink

      Dziękuję 🙂 Słodziak urósł i w tej chwili jest wesołą trzylatką, a zabaw doszło. Któregoś dnia obiecuję zamieścić fotorelację 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *