Z dwulatkiem do lasu

IMG-20160724-WA0004Gdybym mogła wybrać idealne dla mnie miejsce zamieszkania, gdzieś blisko byłyby woda i las. Oczywiście niedaleko byłaby również cywilizacja, bo choć mam duszę leśnego człowieka, przyzwyczaiłam się mocno do udogodnień, jakie niesie ze sobą życie w dużym mieście:)

Dziś jednak nie o moich marzeniach, a o wyprawach właśnie do lasu 🙂 Do lasu z dzieckiem. Z dwulatkiem ciekawym świata i nowości. Maluchem, któremu trzeba wytłumaczyć co w lesie będzie dla niego bezpieczne, a od czego powinien trzymać się z daleka. Jak to zrobić? Jak nauczyć dziecko odróżniać krzewy, drzewa i grzyby?

Razem z przepisowym tatą traktujemy las niczym Wyspę Skarbów i bardzo zależy nam na tym, by i nasza dwuletnia córeczka czuła się w nim jak pirat szukający zakopanego skarbu.

W tym nieprzebranym bogactwie krzaczków, krzewinek, malin, jeżyn, jagód, grzybów każdy rodzic może stworzyć dla siebie i swojego dziecka małą przygodę:)

U nas wygląda to tak:

Wychodzimy z domu na tyle wcześnie na ile się uda.
Zabieramy ze sobą kosz na grzyby, pojemniki na jagody, wodę mineralną, kanapki, kocyk i namiot typu muszelka, a także płyn odstraszający komary i kleszcze (działa dość dobrze, bez niego osobników chcących pożywić się naszą krwią znajdujemy kilka razy więcej) i pęsetkę – na wypadek, gdyby kleszcz uznał, że warto zagnieździć się nim dojrzymy, że chodzi po naszych nogach lub ramionach.

Dla mamy blogerki konieczny jest jeszcze jeden niezbędnik – smartfon z dostępem do Internetu – a nuż okaże się, że podczas karmienia córeczki uda się wystukać choć jedną odpowiedź na komentarz albo napisać maila.

To jednak trudne w ostatnich dniach, bo wchodzimy do lasu, a tu… grzyby 🙂 A nasza dwulatka krzyczy „I tu mamo, i tu”. I trzeba wyjąć nożyk i ścinać szybciutko 🙂

O dziwo bardzo szybko nauczyła się odróżniać nie tylko grzyby jadalne (typu podgrzybki czy maślaki) od muchomorów, ale także od tzw. goryczaków. Pomogło nam jej zamiłowanie do bajek. Muchomory i goryczaki są dla Maszki i Niedźwiedzia. Po spacerze przyjdą do lasu, nazbierają sobie muchomorów, a później Maszka ugotuje Misiowi kolację.

Proste? Proste. Jest zabawa w szukanie grzybków, jest śmiech, gdy je znajdujemy i historyjki, gdy na naszej drodze pojawi się czerwony kapelusik muchomorka. A przy dużym szczęściu są też fotki, takie jak poniżej 🙂

IMG-20160724-WA0003

IMG-20160724-WA0002

Buzia naszej córeczki prawie cały czas jest jagodowa, bo przecież „Idziemy na , na jagody” 🙂 Zbieramy ile damy radę (trudne to, bo najsmaczniejsze są te świeżo zebrane 🙂 ), później będą z nich soczki i dżemy (są świetnym naturalnym lekarstwem na dolegliwości gastryczne typu biegunka czy grypa żołądkowa). W tym roku odpuściłam sobie lepienie pierogów z jagodami, choć również są pyszne 🙂

Jagódki są też niezbędnym akcentem naszego pikniku. Rozkładamy namiocik w środku lasu i robimy sobie piknik niczym świnka Peppa z rodzinką (tak, to również jedna z ukochanych bajek naszej córeczki).

Jeżeli tylko jest to możliwe, spędzamy w lesie cały dzień 🙂 I co jakiś czas rozglądamy się czy czasem nie przyjdą do nas Masza i Niedźwiedź 😉