Syndrom sztokholmski – co to? Kogo może dotyczyć?
Syndrom sztokholmski to zjawisko psychologiczne, które może zaskoczyć swoją pozorną nielogicznością – ofiara przemocy zaczyna sympatyzować z osobą, która jej krzywdzi. To mechanizm obronny psychiki, który może pojawić się w wielu różnych sytuacjach, także w relacjach rodzinnych. Zrozumienie tego zjawiska pomaga dostrzec sygnały alarmowe i udzielić właściwej pomocy.
Co to jest syndrom sztokholmski?
Syndrom sztokholmski to stan psychiczny, w którym ofiara przemocy lub porwania rozwija emocjonalne przywiązanie do swojego oprawcy. Osoba pokrzywdzona zaczyna odczuwać sympatię, współczucie, a nawet miłość wobec osoby, która ją krzywdzi lub przetrzymuje wbrew jej woli. W skrajnych przypadkach ofiara może aktywnie bronić sprawcy przed konsekwencjami prawymi lub pomagać mu w osiągnięciu jego celów.
To zjawisko nie jest oficjalnie sklasyfikowane jako choroba w medycznych bazach diagnostycznych. Nie figuruje w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-11) ani w Kryteriach Diagnostycznych Zaburzeń Psychicznych (DSM-5). Mimo to psychologowie na całym świecie uznają je za realny mechanizm obronny psychiki, który rozwija się w odpowiedzi na ekstremalne sytuacje zagrożenia życia lub długotrwałej przemocy.
Szacuje się, że syndrom dotyczy około 5% osób przetrzymywanych przez oprawców, choć dokładne dane są trudne do ustalenia ze względu na różnorodność sytuacji, w jakich może się pojawić.
Skąd wzięła się nazwa?
Nazwa syndromu pochodzi od napadu na bank Kreditbanken w Sztokholmie, który miał miejsce od 23 do 28 sierpnia 1973 roku. Zamaskowany mężczyzna wtargnął do banku przy placu Norrmalmstorg z karabinem maszynowym, jednak jego celem nie był rabunek – żądał uwolnienia z więzienia swojego przyjaciela oraz zapewnienia im możliwości ucieczki.
Przez sześć dni czterech pracowników banku było przetrzymywanych w skarbcu. Policja zablokowała wyjście, co uniemożliwiało ucieczkę porywaczom. Podczas negocjacji jedna z zakładniczek zadzwoniła do szwedzkiego premiera Olafa Palme, prosząc go o spełnienie wszystkich żądań napastników. Kobieta podkreślała, że ma do nich pełne zaufanie i to właśnie policja stanowi zagrożenie, a nie porywacze.
Po uwolnieniu zakładników ich zachowanie zaskoczyło wszystkich. Żegnali się serdecznie ze swoimi oprawcami, odmawiali składania zeznań obciążających przestępców i aktywnie ich bronili. Jeden z zakładników założył nawet fundację charytatywną, której celem było zebranie pieniędzy na opłacenie adwokatów dla napastników. Inny twierdził, że to porywacze chronili ich przed policją.
Termin „syndrom sztokholmski” został po raz pierwszy użyty przez szwedzkiego kryminologa i psychologa Nilsa Bejerota, który współpracował z policją podczas akcji. Jego obserwacje przedstawione dziennikarzom szybko zyskały rozgłos, a pojęcie przyjęło się w psychologii na całym świecie.
Jak rozwija się syndrom sztokholmski?
Rozwój syndromu sztokholmskiego to proces psychologiczny uruchamiający się w odpowiedzi na ekstremalny stres i bezpośrednie zagrożenie życia. Kiedy ofiara znajdzie się w sytuacji, z której nie widzi wyjścia, jej mózg automatycznie poszukuje strategii przetrwania. Jedną z nich jest budowanie więzi emocjonalnej z osobą, od której zależy jej bezpieczeństwo.
Psychologiczne mechanizmy obronne
W sytuacji skrajnego zagrożenia psychika ludzka uruchamia prymitywne reakcje obronne znane jako „walcz lub uciekaj”. Gdy żadna z tych opcji nie jest możliwa, organizm szuka innych sposobów na minimalizowanie zagrożenia. Tworzenie więzi z oprawcą staje się wtedy strategią przetrwania – ofiara nieświadomie próbuje zyskać sympatię agresora, licząc na lepsze traktowanie.
Psychiatra Frank Ochberg, który opracował definicję syndromu dla FBI i Scotland Yardu, wyjaśniał to zjawisko następująco: w sytuacji skrajnego stresu ofiara czuje się bezradna jak małe dziecko. Każdy najmniejszy przejaw życzliwości ze strony oprawcy – nawet drobny gest czy spokojniejszy ton głosu – jest odbierany jak wielki dar. To wywołuje uczucie wdzięczności, które przekształca się w przywiązanie emocjonalne.
Rola izolacji w rozwoju syndromu
Izolacja od świata zewnętrznego znacząco potęguje rozwój syndromu sztokholmskiego. Gdy ofiara nie ma kontaktu z innymi ludźmi, jej jedyną rzeczywistością staje się relacja z oprawcą. Jeden ze sprawców napadu na Kreditbanken przyznał później, że podczas sześciu dni niewoli często rozmawiał z zakładnikami, gdyż nie miał innego zajęcia. Te rozmowy pozwoliły na wzajemne poznanie się, co znacząco wpłynęło na wykształcenie się więzi emocjonalnej.
Podobna sytuacja wystąpiła podczas porwania samolotu linii TWA w 1985 roku przez organizację Hezbollah. Zakładnicy, którzy spędzili ze sprawcami siedemnaście dni w całkowitej izolacji na pokładzie maszyny, nie tylko zaczęli rozumieć motywy porywaczy, ale także uznali ich postulaty za słuszne. Po uwolnieniu wielu z nich wyrażało współczucie dla oprawców i usprawiedliwiało ich działania.
Etapy rozwoju syndromu
Psychologowie wyróżniają cztery podstawowe etapy wykształcania się syndromu sztokholmskiego:
- Zaprzeczenie – ofiara nie potrafi uwierzyć, że znalazła się w tak niebezpiecznej sytuacji.
- Uświadomienie – osoba pokrzywdzona zaczyna rozumieć powagę swojego położenia.
- Intensywny stres – pojawia się silny lęk, strach i cierpienie.
- Akceptacja i zbliżenie emocjonalne – ofiara adaptuje się do sytuacji i rozwija więź z oprawcą.
W niektórych przypadkach proces ten może zajść bardzo szybko – nawet w ciągu kilku dni, jak miało to miejsce w przypadku napadu na bank w Sztokholmie. W innych sytuacjach, szczególnie przy długotrwałej przemocy domowej, syndrom może rozwijać się stopniowo przez miesiące lub lata.
Jakie są objawy syndromu sztokholmskiego?
Rozpoznanie syndromu sztokholmskiego bywa trudne, ponieważ zachowania ofiary mogą wydawać się irracjonalne osobom postronnym. Warto znać charakterystyczne symptomy, które pojawiają się u osób doświadczających tego zjawiska.
Ofiara z syndromem sztokholmskim prezentuje szereg specyficznych zachowań i przekonań:
Osoba pokrzywdzona żywi pozytywne uczucia wobec sprawcy przemocy i stara się zrozumieć przyczyny jego zachowania, często usprawiedliwiając nawet najbardziej krzywdzące działania.
Do najważniejszych objawów należą:
- Odmowa podejmowania działań prowadzących do uwolnienia – ofiara nie woła o pomoc, nie próbuje uciekać, nawet gdy ma taką możliwość.
- Obrona sprawcy przed konsekwencjami – aktywne tłumaczenie i usprawiedliwianie oprawcy przed innymi osobami, odmowa współpracy z policją lub organami ścigania.
- Bagatelizowanie przemocy – zaprzeczanie, że jest krzywdzona, lub minimalizowanie znaczenia doznawanej krzywdy.
- Wrogi stosunek do osób oferujących pomoc – sceptycyzm lub agresja wobec rodziny, przyjaciół, policji czy innych osób próbujących interweniować.
- Postrzeganie oprawcy jako wybawiciela – przekonanie, że sprawca jest przyjacielem, obrońcą lub jedyną osobą, która naprawdę rozumie ofiarę.
W skrajnych przypadkach ofiara może przyjmować poglądy swojego oprawcy i aktywnie uczestniczyć w jego działaniach. Doskonałym przykładem jest Patty Hearst, która po porwaniu przez grupę Symbionese Liberation Army nie tylko przyłączyła się do terrorystów, ale z bronią w ręku wzięła udział w napadzie na bank w San Francisco. Podczas procesu twierdziła, że dołączyła do grupy dobrowolnie.
Charakterystyczne jest również zniekształcenie poczucia czasu i rzeczywistości. Ofiara może tracić orientację, mieć trudności z odróżnieniem realnych faktów od tego, co wmawia jej oprawca. Nierzadko pojawia się poczucie winy za próby obrony lub ucieczki, a także przekonanie, że sama zasługuje na złe traktowanie.
Kogo może dotyczyć syndrom sztokholmski?
Choć syndrom sztokholmski najpierw został opisany w kontekście porwań i przetrzymywania zakładników, współczesna psychologia znacznie poszerzyła zakres stosowania tego terminu. Zjawisko to może pojawić się w wielu różnych relacjach międzyludzkich, również w codziennym życiu.
Przemoc domowa i związki partnerskie
W toksycznych związkach syndrom sztokholmski jest szczególnie niebezpieczny, ponieważ ofiara pozostaje w krzywdzącej relacji przez długi czas, często lata. Osoba doświadczająca przemocy fizycznej, psychicznej lub seksualnej ze strony partnera może rozwijać emocjonalne przywiązanie do sprawcy. Tłumaczy jego zachowanie trudnym dzieciństwem, problemami w pracy czy stresem, jednocześnie obarczając siebie winą za wybuchające konflikty.
Typowe zachowania w takich relacjach to izolowanie się od rodziny i przyjaciół, ukrywanie śladów pobicia, odmowa zgłoszenia sprawy na policję. Ofiara może wielokrotnie wracać do przemocowego partnera po rozstaniu, przekonana że „tym razem będzie inaczej” lub że „nikt inny jej nie zrozumie”. Często pojawia się przekonanie, że partner stosuje przemoc „dla jej dobra” lub że „zawsze tak było w ich rodzinie”.
Szczególnie trudna jest sytuacja po rozstaniu z przemocowym partnerem. Syndrom sztokholmski może utrzymywać się długo po zakończeniu relacji, powodując u ofiary silną potrzebę kontaktu z byłym partnerem, mimo świadomości krzywdy, jakiej doświadczyła. Nie rzadko prowadzi to do powrotu do szkodliwej relacji.
Relacje rodzic-dziecko
Dzieci maltretowane przez rodziców lub opiekunów są szczególnie podatne na rozwój syndromu sztokholmskiego. Jako osoby całkowicie zależne od dorosłych, nie mają możliwości ucieczki ani zmiany swojej sytuacji. Dla dziecka rodzic – nawet ten stosujący przemoc – pozostaje jedynym źródłem bezpieczeństwa i miłości.
Bite lub zaniedbywane dziecko często nie skarży się nauczycielom, lekarzom czy psychologom szkolnym. Może twierdzić, że zasługuje na karę za swoje złe zachowanie. Ukrywa siniaki i próbuje chronić rodziców przed konsekwencjami. W dorosłym życiu takie osoby często mają trudności z budowaniem zdrowych relacji i mogą powielać wzorce przemocy w swoich związkach.
Warto pamiętać, że syndrom może rozwinąć się również u rodzica, który doświadcza przemocy ze strony dorosłego lub dorastającego dziecka. Taka sytuacja jest szczególnie trudna społecznie, ponieważ otoczenie często nie wierzy, że rodzic może być ofiarą własnego dziecka.
Środowisko zawodowe
Syndrom sztokholmski w miejscu pracy objawia się silnym przywiązaniem do pracodawcy lub przełożonego, mimo doświadczania mobbingu, dyskryminacji czy molestowania. Pracownik godzi się na nieuprzejme traktowanie, poniżanie, publiczne krytykowanie czy nawet molestowanie seksualne, usprawiedliwiając zachowanie swojego „oprawcy”.
Charakterystyczne jest przekonanie, że nie można znaleźć lepszej pracy, że tylko ten konkretny szef docenia kompetencje pracownika, lub że surowe traktowanie służy jego rozwojowi zawodowemu. Osoba doświadczająca mobbingu często pracuje po godzinach bez wynagrodzenia, rezygnuje z urlopów i nie zgłasza nieprawidłowości, chroniąc w ten sposób swojego prześladowcę.
Sekty religijne i grupy manipulacyjne
Członkowie sekt religijnych to kolejna grupa szczególnie narażona na rozwój syndromu sztokholmskiego. Przywódcy takich grup często stosują psychomanipulację, izolację od rodziny i przyjaciół oraz kontrolę wszystkich aspektów życia członków. Osoby uwikłane w sekty odcinają się od bliskich, oddają przywódcy swój majątek i całkowicie podporządkowują mu swoje życie, będąc przekonane, że tylko w ten sposób znajdą zbawienie czy szczęście.
Próby wyciągnięcia kogoś z sekty często spotykają się z agresywną obroną grupy i jej lidera. Ofiara może postrzegać swoich bliskich jako wrogów próbujących zniszczyć jej szczęście, podczas gdy przywódca sekty jest przedstawiany jako jedyna osoba, która naprawdę się o nią troszczy.
Najgłośniejsze przypadki syndromu sztokholmskiego
Historia zna wiele przypadków syndromu sztokholmskiego, które przyciągnęły uwagę mediów i stały się przedmiotem badań psychologów. Niektóre z nich są na tyle wstrząsające, że trudno uwierzyć w prawdziwość przedstawionych wydarzeń.
Colleen Stan – dziewczyna w skrzyni
Historia Colleen Stan to jeden z najbardziej szokujących przykładów syndromu sztokholmskiego. W 1977 roku dwudziestoletnia kobieta podróżowała autostopem z Oregonu do Kalifornii, gdy została porwana przez Camerona Hookera i jego żonę Janice. Przez siedem lat była przetrzymywana w ich domu, doświadczając niewyobrażalnej przemocy.
Cameron wielokrotnie bił i gwałcił Colleen, zmuszał ją do przebywania przez 22 godziny dziennie w drewnianej skrzyni przypominającej trumnę, karmił odpadkami i zabraniał mycia się. Wymusił na niej podpisanie „umowy”, w której przyznawała mu bycie właścicielem jej duszy i ciała. Mimo tego ofiara miała wiele okazji do ucieczki, których nie wykorzystała.
Colleen pracowała w ogrodzie, biegała na zewnątrz, kontaktowała się telefonicznie i listownie z rodziną, ale nigdy nie powiedziała, że została porwana. W 1980 roku wraz z żoną oprawcy poszła do pobliskiego baru i nie próbowała uciec. Rok później Cameron zabrał ją w odwiedziny do rodzinnego domu, gdzie nocowała, przedstawiając porywacza rodzicom jako swojego chłopaka. Nie poprosiła o pomoc i wróciła z nim do miejsca uwięzienia.
Uciekła dopiero po siedmiu latach, zachęcona przez Janice, jednocześnie zapewniając, że nie zgłosi sprawy policji. Jej historia stała się inspiracją dla filmu „Dziewczyna w skrzyni” i wielokrotnie była opisywana w publikacjach naukowych z zakresu psychologii.
Natascha Kampusch – osiem lat w piwnicy
Natascha Kampusch została porwana w wieku dziesięciu lat przez Wolfganga Priklopila. Przez kolejne osiem lat była więziona w specjalnie przygotowanej piwnicy, gdzie była bita, poniżana i całkowicie izolowana od świata. Mimo to sama przyznaje, że dążyła do nawiązania relacji ze swoim oprawcą, gdyż był jedyną osobą, z którą miała kontakt przez te wszystkie lata.
Po ucieczce 23 sierpnia 2006 roku Natascha zareagowała płaczem na wiadomość o śmierci Priklopila, który popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg. Jej zachowanie było na tyle nietypowe, że niektórzy psychologowie proponują używanie terminu „syndrom Nataschy Kampusch” dla szczególnie skomplikowanych przypadków długotrwałego przetrzymywania.
Natascha opisała swoją historię w książce „3096 dni”, która została zekranizowana przez Sherry’ego Hormanna. Film wywołał kontrowersje, szczególnie ze względu na sposób przedstawienia relacji między ofiarą a oprawcą.
Mary McElroy – obrończyni swoich porywaczy
Historia Mary McElroy z 1933 roku po latach została zakwalifikowana jako jeden z pierwszych udokumentowanych przypadków syndromu sztokholmskiego, choć termin ten powstał dopiero czterdzieści lat później. 27 maja 1933 roku dwudziestopięcioletnia Mary została porwana przez czterech mężczyzn, którzy wtargnęli do jej domu. Przykuli ją kajdankami do ściany i zażądali okupu w wysokości 30 000 dolarów.
Po 34 godzinach została uwolniona, gdy rodzina zapłaciła żądaną sumę. Jednak zamiast odczuwać ulgę i domagać się sprawiedliwości, Mary aktywnie broniła swoich porywaczy. Tłumaczyła ich zachowanie, odwiedzała w więzieniu i naciskała na ojca, który pełnił wysokie stanowisko, aby wpłynął na złagodzenie wyroków. Oczekiwała od sądu wyrozumiałości dla przestępców.
20 stycznia 1940 roku Mary popełniła samobójstwo. W liście pożegnalnym pozytywnie wyrażała się o porywaczach, sugerując, że byli jedynymi ludźmi, którzy nie uważali jej za głupią. Ten tragiczny finał pokazuje, jak głęboko syndrom sztokholmski może wpłynąć na psychikę ofiary.
Patty Hearst – z ofiary w terrorystkę
Patty Hearst, wnuczka słynnego amerykańskiego wydawcy Williama Randolpha Hearsta, została uprowadzona 4 lutego 1974 roku przez grupę Symbionese Liberation Army wyznającą utopijne koncepcje socjalne. Po kilku tygodniach niewoli Patty nie tylko przyłączyła się do porywaczy, ale aktywnie uczestniczyła w ich działaniach terrorystycznych.
Z bronią w ręku wzięła udział w napadzie na bank w San Francisco. Podczas procesu twierdziła, że przyłączyła się do grupy dobrowolnie i wierzy w ich ideały. Została skazana na siedem lat więzienia za współpracę z terrorystami, choć ostatecznie wyrok został skrócony do dwóch lat. Bill Clinton w serii prezydenckich amnestii dokonanych przed złożeniem urzędu całkowicie ułaskawił Patty Hearst.
Na podstawie jej historii Paul Schrader wyreżyserował w 1988 roku film „Patty Hearst”. Przypadek ten stał się symbolem skrajnego przejawu syndromu sztokholmskiego i jest często cytowany w podręcznikach psychologii jako przykład tego, jak daleko może posunąć się identyfikacja ofiary z oprawcą.
Jak pomóc osobie z syndromem sztokholmskim?
Pomoc osobie doświadczającej syndromu sztokholmskiego to wyzwanie wymagające ogromnej cierpliwości, wrażliwości i zrozumienia. Nie można stosować presji ani nacisków, ponieważ mogą one spowodować jeszcze większe zamknięcie się ofiary i umocnienie jej więzi z oprawcą.
Najbardziej podstawowa zasada to nie krytykowanie oprawcy. Choć brzmi to paradoksalnie, bezpośrednie ataki na sprawcę przemocy sprawią, że ofiara poczuje się zmuszona do jego obrony. Zamiast tego warto skupić się na samopoczuciu i bezpieczeństwie osoby pokrzywdzonej, zadawać pytania otwarte i pozwolić jej na wyrażanie swoich uczuć bez oceniania.
Wsparcie bliskich odgrywa ogromną rolę w procesie wychodzenia z syndromu. Trzeba dać ofierze czas na zrozumienie swojej sytuacji. Może to potrwać miesiące, a nawet lata. Ważne jest utrzymywanie kontaktu, oferowanie pomocy bez wywierania presji i bycie dostępnym, gdy ofiara będzie gotowa jej przyjąć.
Proces leczenia syndromu sztokholmskiego jest długotrwały i wymaga profesjonalnej pomocy psychologicznej oraz psychiatrycznej.
Najskuteczniejsze formy terapii to:
- Terapia poznawczo-behawioralna – pomaga rozpoznać i zmienić zniekształcone wzorce myślenia dotyczące oprawcy i własnej sytuacji.
- Terapia psychodynamiczna – skupia się na zrozumieniu głębokich mechanizmów psychicznych, które doprowadziły do rozwoju syndromu.
- Psychoterapia rodzinna – angażuje bliskich w proces zdrowienia i odbudowę prawidłowych relacji.
- Terapia traumy – pomaga przepracować traumatyczne doświadczenia i odzyskać poczucie kontroli nad własnym życiem.
Podczas terapii ofiara musi najpierw zrozumieć, że jej zachowanie jest patologiczne i stanowi mechanizm obronny, a nie prawdziwą więź emocjonalną. Terapeuta pomaga w nauce zdrowych mechanizmów radzenia sobie ze stresem, odbudowie poczucia własnej wartości i stopniowym powrocie do normalnego funkcjonowania. Proces ten wymaga czasu i nie można go przyspieszyć.
W niektórych przypadkach konieczne jest również leczenie farmakologiczne. Leki przeciwdepresyjne czy przeciwlękowe mogą pomóc w opanowaniu nasilonych objawów lękowych lub depresji, które często towarzyszą syndromowi sztokholmskiemu. Decyzję o farmakoterapii podejmuje psychiatra po dokładnej ocenie stanu pacjenta.
Czy syndrom sztokholmski to choroba psychiczna?
Syndrom sztokholmski nie jest oficjalnie uznawany za chorobę psychiczną. Nie został zaklasyfikowany ani w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-11), ani w Kryteriach Diagnostycznych Zaburzeń Psychicznych (DSM-5). To wyróżnia go od oficjalnie uznanych zaburzeń psychicznych i często budzi kontrowersje w środowisku naukowym.
Mimo braku formalnej klasyfikacji medycznej, syndrom sztokholmski jest powszechnie uznawany przez psychologów i psychiatrów za realny stan psychiczny. Jest traktowany jako nieświadomy mechanizm obronny psychiki, który rozwija się w odpowiedzi na traumatyczne doświadczenia i ekstremalne zagrożenie. Nie oznacza to jednak, że można go ignorować lub bagatelizować – wymaga on specjalistycznej pomocy i profesjonalnego leczenia.
Brak oficjalnej diagnozy nie zmienia faktu, że syndrom sztokholmski jest opisywany w literaturze naukowej i badany przez specjalistów z zakresu psychologii i psychiatrii. Pierwsze badania prowadzono już w latach siedemdziesiątych XX wieku, a definicję i szczegółowy opis zjawiska na potrzeby FBI i Scotland Yardu opracował psychiatra Frank Ochberg. Jego publikacje, w tym „Understanding the victims of spousal abuse” oraz „Post-traumatic therapy and victims of violence”, stały się podstawą dla dalszych badań nad tym zjawiskiem.
Współcześni specjaliści postrzegają syndrom sztokholmski jako formę więzi traumatycznej – silnego, emocjonalnego przywiązania do osoby krzywdzącej. Jest to reakcja adaptacyjna psychiki, która w warunkach ekstremalnego zagrożenia szuka sposobów na przetrwanie. Choć z zewnątrz może wydawać się irracjonalna, dla osoby znajdującej się w takiej sytuacji stanowi logiczny sposób na zwiększenie swoich szans na bezpieczeństwo.
Warto pamiętać, że sam termin powstał stosunkowo niedawno – dopiero w 1973 roku – więc badania nad tym zjawiskiem wciąż trwają. Możliwe, że w przyszłości syndrom sztokholmski zyska oficjalny status w klasyfikacjach medycznych, szczególnie że coraz więcej badań potwierdza jego istnienie i dokumentuje przypadki zarówno spektakularne, jak i te z życia codziennego.
Uwaga! Powyższy artykuł nie zastępuje porady medycznej i powinien być traktowany wyłącznie w celach informacyjnych. W przypadku jakichkolwiek pytań czy też problemów zdrowotnych, skontaktuj się ze specjalistą.



