Święto Trzech Króli – jak wytłumaczyć je dziecku?

Święto Trzech Króli – jak wytłumaczyć je dziecku?

Ostatnia aktualizacja:

Skąd się bierze napis kredą na drzwiach i co właściwie znaczą dary Trzech Króli? Wyjaśniam to tak, jak tłumaczę własnym dzieciom, ale z pełnym kontekstem, który warto znać jako rodzic.

Czym właściwie jest Święto Trzech Króli?

Zanim przejdę do opowieści, którą serwuję swoim synom, należy się kilka twardych faktów. Święto Trzech Króli, w Kościele katolickim nazywane Objawieniem Pańskim, obchodzi się 6 stycznia. To jedno z najstarszych świąt chrześcijańskich, starsze nawet od wielu zwyczajów bożonarodzeniowych, które dziś wydają się nam oczywiste. W Polsce jest to dzień wolny od pracy, co dzieci szybko kojarzą z czerwoną kartką w kalendarzu.

Święto upamiętnia wizytę Mędrców, którzy przybyli oddać pokłon nowo narodzonemu Jezusowi. Tradycja nadała im imiona Kacper, Melchior i Baltazar, choć w tekście biblijnym te imiona się nie pojawiają. To dodatek, który narósł wokół historii na przestrzeni wieków i wszedł na stałe do kolęd, szopek oraz figurek stawianych pod choinką.

Dzień ten zamyka też okres świętowania Bożego Narodzenia w sensie liturgicznym. Dla wielu rodzin to naturalny moment, żeby powiedzieć dzieciom, że świąteczny czas się kończy, ale radość z niego może zostać z nami na dłużej.

Jeżeli dziecko pyta wprost co to za święto, najprostsza odpowiedź brzmi tak: to dzień, w którym wspominamy mędrców, którzy podążyli za gwiazdą i odnaleźli małego Jezusa, przynosząc mu wyjątkowe dary.

Jako ojciec dwójki przedszkolaków zdążyłem się już przyzwyczaić, że każde święto w naszym domu kończy się serią pytań, przy których egzamin z fizyki kwantowej wydaje się spacerem w parku. Gdy tylko opadł kurz po sylwestrowych konfetti, moje dzieci zauważyły na drzwiach sąsiadów dziwne napisy kredą, a w kalendarzu czerwoną kartkę. Tato, czy ci królowie to tacy z bajki o Shreku? – zapytał starszy syn. Wiedziałem, że muszę szybko wymyślić narrację, która przetrwa starcie z dziecięcą logiką.

Jeśli dziecko naturalnie kojarzy króla z bajkową postacią, nie warto z tym walczyć. Lepiej to skojarzenie wykorzystać jako punkt wyjścia i powiedzieć, że w tej historii też jest podróż, tajemnica i niezwykłe spotkanie, tylko że wydarzyła się naprawdę i dawno temu.

Moja metoda na tłumaczenie trudnych spraw jest prosta: zamieniam historię w wielką wyprawę, bo każde dziecko kocha przygodę. Powiedziałem synom, że Trzej Królowie, których w tradycji nazywa się też Mędrcami ze Wschodu, nie byli po prostu panami w koronach siedzącymi na tronach. Porównałem ich do współczesnych podróżników, którzy zamiast Google Maps i GPS-a mieli ogromną wiedzę o gwiazdach oraz odwagę, by ruszyć w nieznane. To od razu chwyciło ich wyobraźnię.

Opowiedziałem o trzech mędrcach, którzy zobaczyli na nocnym niebie coś tak niezwykłego, że postanowili spakować walizki i zaufać blaskowi nad horyzontem. Wyruszyli w długą podróż, szukając kogoś ważniejszego niż złoto, które sami wieźli w bagażach. Ta gwiazda w tradycji chrześcijańskiej nie jest tylko ciekawym zjawiskiem astronomicznym, tylko znakiem Bożego prowadzenia. Mędrcy poszli za nią, znaleźli Jezusa i oddali mu pokłon, a potem wrócili do domu odmienieni tym spotkaniem. Ten sam mechanizm da się przełożyć na coś bliskiego dziecku: czasem trzeba zaufać czemuś, czego nie widać jeszcze do końca, żeby dotrzeć do czegoś naprawdę ważnego.

Jak wytłumaczyć dziecku dary Trzech Króli?

Najtrudniejszym momentem było wyjaśnienie symboliki darów, bo umówmy się, kadzidło i mirra nie brzmią dla pięciolatka jak wymarzony prezent pod choinkę, zwłaszcza gdy pod nią niedawno leżały nowe klocki. Tutaj posłużyłem się metaforą wartości ponadczasowych, ale warto znać też tradycyjne znaczenie tych darów, bo pozwala ono opowiedzieć historię pełniej, gdy dziecko podrośnie.

W klasycznej interpretacji każdy z trzech darów mówi coś innego o tym, kim był Jezus. Złoto to symbol godności królewskiej. Kadzidło, którego zapach unosił się ku niebu podczas modlitwy, oznaczało Boską naturę. Mirra natomiast, używana także przy namaszczaniu zmarłych, była zapowiedzią człowieczeństwa Jezusa i jego przyszłej męki. To głębsza warstwa, której nie trzeba przekazywać czterolatkowi wprost, ale dobrze mieć ją w pamięci jako rodzic, żeby świadomie dobierać słowa.

Złoto było najprostsze do wytłumaczenia moim synom, bo pokazuje, że mały Jezus był dla mędrców kimś wyjątkowo ważnym, prawdziwym królem serc. Kadzidło opisałem jako magiczny zapach, który w tamtych czasach unosił się tylko w najbardziej uroczystych miejscach, coś jak nasza najlepsza świeczka zapachowa przypominająca o chwilach, gdy warto się zatrzymać i pomyśleć o czymś więcej niż kolejny odcinek bajki. Dodałem przy tym, że ten zapach miał pokazywać, iż Jezus jest kimś wyjątkowo bliskim Bogu.

Najwięcej problemów sprawiła mirra, ale ugryzłem to od strony troski o zdrowie i bliskości. Wyjaśniłem dzieciom, że to starożytny, bardzo drogi i naturalny balsam leczniczy, a królowie przynieśli go, bo chcieli pokazać, że troszczą się o maluszka, żeby zawsze był silny. Nie wspominałem na tym etapie o zapowiedzi męki, bo to temat na rozmowę z dzieckiem starszym, gotowym już na trudniejsze pytania o cierpienie i śmierć. W wielu rodzinach ten wątek pojawia się dopiero w wieku szkolnym, razem z opowieścią o Wielkanocy, i moim zdaniem nie ma potrzeby wprowadzać go na siłę wcześniej.

Przy małych dzieciach lepiej zatrzymać się na warstwie troski i bliskości. Wątek zapowiedzi cierpienia warto wprowadzić dopiero wtedy, gdy dziecko zaczyna zadawać pytania o śmierć i potrafi je udźwignąć emocjonalnie.

Dary nie zawsze muszą być plastikowe, by miały ogromną moc, i to jest chyba najprostszy wniosek, jaki moje dzieci wyniosły z tej rozmowy.

DarWersja dla przedszkolakaTradycyjne znaczenie
ZłotoPrezent dla kogoś najważniejszego na świecieGodność królewska Jezusa
KadzidłoZapach, który unosi się prosto do niebaBoska natura Jezusa
MirraCudowny balsam, który koi i leczyCzłowieczeństwo i zapowiedź męki

Co oznacza napis K+M+B na drzwiach?

Zwyczaj pisania liter kredą na framudze drzwi wywodzi się z tradycji błogosławienia domów, którą zwykle wykonuje kapłan podczas wizyty duszpasterskiej albo sami domownicy w dniu święta. Obok liter zapisuje się też aktualny rok, na przykład 20+K+M+B+26, co ma przypominać, że błogosławieństwo dotyczy właśnie tego roku, a nie jest znakiem raz na zawsze.

W praktyce funkcjonują dwa zapisy tego samego znaku. K+M+B nawiązuje do imion Kacpra, Melchiora i Baltazara. C+M+B natomiast rozwija się jako łacińska formuła Christus Mansionem Benedicat, czyli Niech Chrystus błogosławi to mieszkanie. Obie wersje są w Polsce akceptowane i można je spotkać obok siebie nawet w jednej parafii, więc jeśli dziecko zauważy różnicę u sąsiadów, nie jest to błąd, tylko dwa równoległe zwyczaje.

Kiedy nadszedł moment pisania kredą na naszych drzwiach, zamieniliśmy to w rodzinny rytuał, który dzieci uwielbiają, bo w końcu mogą legalnie pisać po futrynie. Nie skupiałem się na łacińskiej formule, bo wiedziałem, że dla przedszkolaka jest zbyt abstrakcyjna. Wytłumaczyłem synom, że te litery to taki kod powitalny dla dobra. Napisanie K+M+B na drzwiach to znak, że dom jest otwarty dla gości, a w środku mieszka rodzina, która chce, żeby gościły w nim pokój i radość. Dzieciom spodobało się porównanie do hasła WiFi, bez którego trudno się połączyć ze światem, a bez tego napisu czasem trudniej pamiętać o gościnności.

Często powtarzam moim dzieciom, że w tej historii wcale nie chodzi o złote korony czy wielbłądy, ale o to, że warto szukać dobrych rzeczy w życiu, nawet jeśli droga do nich jest daleka i męcząca. Tak jak mędrcy szukali skromnej stajenki, tak my w styczniu szukamy okazji, by być dla siebie po prostu lepsi, mimo zimowej aury i zmęczenia po świętach.

Jak przygotować dziecko do udziału w orszaku?

Orszaki Trzech Króli organizowane są w wielu polskich miastach i miasteczkach, a ich popularność w ostatnich latach mocno wzrosła. To nie jest wydarzenie jednorazowe ani lokalna ciekawostka, tylko ogólnopolski ruch, w którym uczestniczą tysiące rodzin, śpiewając kolędy i idąc wspólnie ulicami w koronach z papieru.

Wybraliśmy się na lokalny orszak, który stał się w naszym mieście jeszcze bardziej kolorowy i radosny niż w poprzednich latach. Zamiast tłumaczyć teologię każdego gestu czy pieśni, po prostu daliśmy się ponieść wspólnemu śpiewaniu i atmosferze. Dzieci najwięcej uczą się przez obserwację autentycznych emocji rodziców. Jeśli widzą, że dla nas to święto jest radosnym domknięciem okresu Bożego Narodzenia, a nie tylko kolejnym czerwonym dniem w kalendarzu, same zaczynają czuć tę magię.

Przed wyjściem warto przygotować dziecko na kilka rzeczy. Zrobienie prostej papierowej korony w domu jest zwykle strzałem w dziesiątkę, bo dziecko od razu czuje się częścią wydarzenia, a nie tylko obserwatorem. Dobrze też uprzedzić, że będzie dużo ludzi i głośno, bo dla niektórych maluchów tłum i śpiew mogą być przytłaczające. Jeśli dziecko zapyta, dlaczego wszyscy idą razem, choć są różni, to dobra okazja, żeby powiedzieć, że tak jak trzej królowie pochodzili z różnych stron świata, tak my, mimo różnic, możemy iść w tym samym kierunku.

Nie warto na siłę wprowadzać nadmiernej powagi, która mogłaby zniechęcić małe dziecko do całej historii. Święto Trzech Króli to opowieść o nadziei, a nie lekcja teologii do wykucia na pamięć.

Co odpowiedzieć, gdy dziecko pyta o coś, na co nie masz gotowej odpowiedzi?

W całym tym procesie tłumaczenia świata najważniejsze jest dla mnie to, żeby nie zamykać rozmowy, nawet jeśli akurat nie znam dokładnej odpowiedzi. Dzieci najczęściej pytają o te same rzeczy: kim byli królowie, co to za gwiazda, po co pisze się litery na drzwiach i po co w ogóle iść na orszak. Mając w głowie proste, gotowe zdania na każde z tych pytań, rodzic czuje się dużo pewniej.

Jeżeli dziecko porówna królów do postaci z bajki, jak mój syn zrobił to z Shrekiem, nie warto tego ignorować ani poprawiać z powagą. Lepiej powiedzieć, że w tej historii też jest podróż i tajemnica, tylko że to wydarzenie naprawdę miało miejsce, a bohaterowie nie byli postaciami wymyślonymi na potrzeby filmu.

I choć nasze codzienne gwiazdy to częściej powiadomienia w smartfonie i pilne maile, staram się uczyć moich chłopców, żeby czasem podnieśli głowę wyżej, spojrzeli w niebo i znaleźli własne, ważne cele, które wymagają odwagi mędrców sprzed wieków. To może być pomoc koledze, dotrzymanie obietnicy albo po prostu wytrwanie w czymś trudnym do końca.

Dziś, gdy moje dzieci patrzą na kredowy napis na naszych drzwiach, nie widzą tylko trzech liter. Widzą wspomnienie o gwieździe, wielbłądach i o tym, że nawet dorośli faceci w koronach potrafią się szczerze cieszyć z małych, dobrych rzeczy. To chyba najlepsza lekcja, jaką mogłem im dać na progu nowego roku.


Uwaga! Powyższy artykuł ma charakter osobistej relacji i porady wychowawczej, nie zastępuje katechezy ani rozmowy z duszpasterzem. W przypadku pytań dotyczących nauczania religijnego warto skonsultować się z proboszczem parafii lub katechetą.